Posty

Na urlopie...

Ponieważ się urlopuję, jest to czas, żeby się przynajmniej wyspać. Ale gdzie tam... Piąta rano, koty: - Zoba, jaki fajowy szeleszczący paragonik. JEDZIEM Z NIM! - O, piłeczka z dzwoneczkiem. Dalej, TURLAMY! - Jaka zarąbiście pykająca folijka! GRYZIEM NA MAKSA! - Pamiętacie, brachole, ile mamy do dyspozycji metrów na strychu? Urządzamy wyścigi - KTO NIE TUPIE, TEN CIENIAS! Siódma rano, psy: - Heloooooł! Jeeest tam ktooo? Siiiikuuu! - Oł jeee! Tam sąsiad wyprowadził na spacer swoich przystojniakóóów! - Weeeź, nie śpiiij! Musimy po raz pierdyliarty sprawdzić furtkę, czy Reks sąsiadów jej znowu nie ochrzcił! No weeeź! Dzięki opatrzności, że już jest ciepło na dworze. Psom zostawiam otwarte drzwi na taras i przynajmniej tych mam z bani. I śpię dalej. Owszem, obie sucze zaliżą potencjalnego włamywacza na śmierć, Baki pokaże co i gdzie, ale za to Kajtek... Kajtek, proszę Państwa, PRZEGRYZIE TĘTNICĘ SZYJNĄ. Tyle, że potencjalny włamywacz musi się najpierw położyć potulnie na wznak, żeby psu-mo...

W temacie kabelków...

Elektrykę, elektrotechnikę i elektronikę wykładał nam pan z tytułem doktora, równocześnie prostak i straszny szowinista. Nie znosiłam typa. Uczyłam się tych przedmiotów pilnie z dwóch powodów - lubiłam je, a równocześnie marzyłam, żeby zagrać mu na nosie. Z bólem serca i ego musiał mi wystawić 5. Na pożegnanie pogratulowałam mu faktu, że jest jedynym chamem z doktoratem, jakiego miałam zaszczyt na swojej drodze spotkać. Kiedyś zaryzykowałam i powierzyłam misję chłopu. Wówczas poszła faza i wywaliło korki w całym pionie 4-piętrowego bloku. Nigdy więcej. Elektroniką i elektryką w moim domu zajmuję się WYŁĄCZNIE JA. Aktualnie mam w związku z powyższym męskiego focha na chacie. Życie.

Auto-moto...

  Prawo jazdy mam od jakichś stu lat. Nigdy w życiu nie miałam żadnej stłuczki. No dobra, były dwie obciery na parkingu i wyrżnięcie w bandę na wiadukcie, ale primo: to nie zalicza się do puli "stłuczek", secundo: byłam wówczas świeżakiem za kierownicą. (... a dziś jestem już dziadkiem i cóż mogę podarować swojemu wnuczkowi, jak nie Werters Oryginal... ) WRÓĆ! (Poniosło mnie z nerwów.) Otóż dziś dwóch chłopa wyciągało mnie z ROWU. Na szczęście wtarabaniłam się tam tylko lekko dupą (samochodu, nie swoją), ale zaparkowałabym tam na całego, gdyby nie krzyk pasażera: "Co ty, kurwa, robisz!" i w efekcie błyskawicznej reakcji mojej w postaci natychmiastowego zaciągnięcia ręcznego. Dzięki temu wystarczyło siły w postaci wspomnianych dwóch chłopa i obyło się bez ciężkiego sprzętu. Mam teraz potężnego doła i jeszcze stres mną telepie, za to mój ojciec rodzony najdroższy ma ciągły chichot. (Na jego miejscu bym się tak nie cieszyła - ma córkę kretynkę, a to moim skromnym zdani...

Misia...

  W czwartek, gdy wróciłam z pracy, przybiegł do mnie synek sąsiada: - Proszę pani, proszę pani! Misia umarła! Misia, fajniutka suńka, starowinka, spędziła z nami dwa tygodnie w ostatnie wakacje, kiedy sąsiedzi wyjechali. Myślę, że to był dla niej najfajniejszy czas w życiu. Misia u siebie nie miała wstępu do domu - gdy tu zamieszkałam, miała budę i łańcuch. Wierciłam sąsiadom dziurę w brzuchu tak długo, aż sunia otrzymała wolność na posesji. A i tak notorycznie wiała przez dziurę w płocie i lądowała w moim ogrodzie. U mnie zaznała ciepła psiej poduchy, wypełnionej pierzem, i dowiedziała się, jak to jest przespać się na kanapie. Gdy zaciekawiona unosiła uszy, wyglądała trochę, jak słonik Dumbo. Przemiłe stworzenie. A teraz odeszła. - Proszę pani, tata ją pochowa pod budą. Żeby została w swoim domku. Sonia bardzo tęskni... Młodego utuliłam i pocieszyłam. Poszłam do domu, bardzo zgaszona. Spojrzałam z okna na Misiową pustą budę. Dwa metry od budy leżała sterta folii... Dziś zerwał si...

Dzień MADKI kocio-psiej w pigułce...

Madka wraca dziś z roboty później, niż zwykle, i od razu przechodzi do galopu dzikiego mustanga przez prerię: 1. Wygłaskanie i wyprzytulanie psów - od największego do najmniejszego albo w kolejności alfabetycznej, jak akurat wyjdzie. 2. Uzupełnienie psom wody w misce. 3. Przygotowanie kocich leków - doxy i wspomagacz odporności (tak, nadal mamy problemik). 4. Galop po schodach do sypialni na piętrze w celu zamknięcia drzwi, żeby żaden delikwent nie schował się pod łóżkiem. 5. Galop po schodach do sypialni na półpiętrze, a z tej galop po schodach na strych w celu wykurzenia ukrywaczy, a następnie zamknięcie drzwi.. 6. Galop na dół po leki, po uprzednim upewnieniu się, że brygada CB spierniczyła do kociego pokoju, albowiem taki był plan, i zamknięcie drzwi tamże. 7. Przytulenie suczy, które domagają się posiłku od momentu przekroczenia przeze mnie progu chacjendy (dziewczyny, jeszcze chwilka). 8. Galop na górę i podanie leków Romualdowi dopyszcznie. 9. Galop na dół po miski z lekami dla ...

Ups

Zrobiłam porządek generalny w kocich kuwetach. Całą zawartość wsypałam do czarnych worów na trupa, kuwety umyłam, nasypałam czystego żwirku, voila. Wory ze zużytym żwirkiem wrzuciłam do pojemnika, a pojemnik wyjechał z garażu na zewnątrz, żeby nie zalatywało (bynajmniej nie fiołkami). Z racji faktu, że sucze są zazwyczaj bardzo zainteresowane zawartością śmietnika, rano postawiłam go przy furtce po drugiej stronie ogrodzenia. Wracam sobie ja dziś z pracusi, patrzę, a pojemnik stoi jakby w innym miejscu. O żesz miauwa, zabrali zawartość! Sprawdzam... Pusty. Z duszą na ramieniu lecę do chałupy i dokonuję oględzin harmonogramu odbioru śmieci... Dziś POPIÓŁ, którego nigdy nie mam, nie miałam i mieć nie będę... Uuuuups... To się w PSZOK-u lekko zdziwią... Nie, nie lekko... Nieco bardziej... No dobra, MOCNO się zdziwią... No tera to się i ja MOCNO zestresowałam... Ogarnęłam siebie, ogarnęłam pogłowie, zrobiłam sobie kawusię, usiadłam i tak siedzę i kiwam se nóżką. I czekam na najazd wkrówion...

Temat szprych rowerowych i cycków zawsze spoko

  Straciłam cenne pół godziny życia na jednej z kocich grup, która sama z siebie, ot tak, nazwała się grupą EDUKACYJNĄ. Temat dotyczył profilaktycznego odrobaczania kotów. Dziewczyna niewinnie zapytała, jak nieobsługiwalnemu kotu podać tabletkę. Podałam instrukcję. I się zaczęło... Owszem, posypały się podziękowania, całkiem niegłupie sugestie i wymiana doświadczeń. Moc. Jednak przeczytałam również opinie przeciwników, tak, na grupie EDUKACYJNEJ, cytuję: "Czy profilaktycznie bierzesz też tabletkę na ból głowy, zanim zacznie cię boleć?" Miauwa, ja nie zmyślam! Serio! Mnie to nawet nie rozśmieszyło. Mnie to przeraziło! OCZYWIŚCIE ZAORAŁAM.. (Ktoś wątpił?) Ale po tej całej dyskusji z debilami opadło mi moje wszystko. Mam na myśli WSZYSTKO. Do tego stopnia, że przysięgam, iż gdybym miała zamiar jutro przemieszczać się na rowerze, to cycki wkręci mi w szprychy na pierwszych 100 metrach...