Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2024

...

  Gdy odbieram telefon o treści: "Jak tam, pozbierałaś się? No weź, ile można przeżywać śmierć psa?", to jasny szlag mnie trafia. Serio. Otóż żaden mój zwierzak, który odszedł - pies, czy kot - nie był po prostu psem, czy po prostu kotem. Był osobowością. Był jedyny w swoim rodzaju. Był członkiem mojej rodziny, który mnie kochał i którego ja kochałam. To, że na co dzień staram się uśmiechać, żartować, wpadać w durnawą głupawę, nie oznacza, że się pozbierałam. Wręcz przeciwnie - to instynkt samozachowawczy, to mój sposób na to, żeby nie oszaleć z rozpaczy i tęsknoty. Brakuje mi Bakusiowego merdającego ogona. Brakuje mi jego posiwiałej głowy pod dłonią. Brakuje mi jego szczekania. Brakuje mi tych rozmaślonych z miłości oczu, wpatrzonych we mnie w każdej sekundzie naszego wspólnego życia. Ból jest niewyobrażalny. :( Jeśli jeszcze raz ktoś mi powie, że "to przecież był TYLKO pies", wybuchnę. Przysięgam. To był AŻ pies. Proszę to sobie zapamiętać.

Druga rocznica wojny...

  Zajmuję się dwoma mieszkaniami w Gdańsku, których właścicielami są moi rodzice, a które zostały wynajęte ukraińskim rodzinom jeszcze przed agresją Rosji. Nigdy przedtem nie miałam tak solidnych, czystych, spokojnych najemców, sumiennie pilnujących terminów wszelkich płatności. Wysłałam moim lokatorom maila: "Dzień dobry. Dziś druga rocznica wojny na Ukrainie. Najbardziej boli, że świat patrzy, a ten koszmar się nie kończy. Nie ma odważnego, żeby powstrzymać rosyjskiego psychopatę... :( Wiem, że Ukraińcy często spotykają się z niechęcią ze strony Polaków. Proszę mi wierzyć, że jest to tylko garstka prostaków, którymi nie warto się przejmować. Mądrzy Polacy, których jest znakomita większość, wspierają Was mocno, modlą się za Ukrainę i sercem są z Wami. Ja również. Pozdrawiam serdecznie. Marta" To niewiele, a dla nich tak wiele...

...

  Baki. 2010-2024. Do zobaczenia po drugiej stronie, słońce moje. Kocham Cię.

Baki...

... nie czuje się najlepiej. Główka pracuje, ale reszta ciała jakby nie nadąża... Pomagam mu w wejściu po schodach, bo średnio sobie z tym radzi. Ale walczy dzielnie z łapkami, które nie do końca chcą współpracować. Dziś dostał nowe leki i naprawdę jestem dobrej myśli i pełna nadziei, że jeszcze ze mną pobędzie. Gdy kładzie się przy schodach, wiem, że znowu czeka na Rudolfa. W tym życiu, na tym świecie Rudolf już do niego przytulić się nie przyjdzie... Ale mam nadzieję, że na spotkanie z Rudim Bakiemu jeszcze przyjdzie poczekać jakiś czas. Baki jest pod dobrą opieką - zarówno lekarską, jak i moją.