Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2026

Rude trojaczki

 Mam w domu takowe.  Ryszard  - prawdziwy macho. Romuald - totalna pierdoła. Rajmund - gardzi ludzkością. I to Rajmund złapał właśnie infekcję.,, Pojechałam do najbliższej lecznicy po doxy. Zażyczono sobie wizyty z kotem. Wytłumaczyłam, że kot jest dziki, żyje obok mnie, nie da się złapać...  Nie, ONI MUSZĄ ZOBACZYĆ PACJENTA, ZANIM WYDADZĄ LEKI! Pojechałam do kumpla do gabinetu, trochę dalej, trochę w korkach...  Dostałam leki. Bez zbędnych dyskusji.  Wie, że jestem technikiem wet.  Wie, że  się znam na diagnostyce. Wie, że WIEM. Rajmund wraca do zdrowia. Przysięgam, gdy Mundek wróci do pełni sił, zapakuję go jakimś cudem do transportera, zawiozę do tamtej lecznicy. poproszę o wizytę u tej konkretnej pizdy i zażądam, żeby mi tego dzikiego, syczącego, gryzącego, drapiącego i generalnie całkowicie nieobsługiwanego kociaczka zbadała i zdiagnozowała.  No wprost nie mogę się doczekać.

Żeby nie było, że pracodawca o nas nie dba...

 Powoli marzec zmierza ku końcowi. Wiosna powoli wystawia zza winkla mordeczkę. Temperatury z każdym dniem są wyższe. Tymczasem nasza jednostka nadrzędna postanowiła nam zrobić dobrze i dziś kurierkiem przysłała nam 25-kilowy worek soli... Siedzę za biurkiem i targa mną dziki chichot. 

Rudolf...

  "Nie będę twoim najlepszym przyjacielem przez całe twoje życie, bo niestety nie dane jest mi żyć tak długo. Ale ty będziesz moim najlepszym przyjacielem przez całe moje życie. Dla ciebie jestem tylko rozdziałem, ale ty dla mnie jesteś całą książką." (nie znam autora tych słów)   Dziś mija 5 lat, odkąd mnie opuścił. Miałam strasznie ciężki dzień w pracy. Zawsze, gdy wracałam do domu tak zmęczona, przytulenie go przynosiło natychmiastową ulgę. Dziś Go nie ma. Dla mnie On nie był tylko rozdziałem. Dla mnie był wielotomową encyklopedią. 5 lat temu mój świat się kompletnie zawalił.   Zrozumie to tylko człowiek, który kochał swojego przyjaciela ponad wszystko.

Koniec pewnej epoki

 Po rozwodzie spaliłam za sobą prawie wszystkie mosty, wyjechałam z rodzinnego miasta i, zamiast matki, wróciłam w jej rodzinne strony - zamieszkałam na gdańskim blokowisku na Morenie.  (Piszę "prawie", bo kontaktu z byłym mężem nie zerwałam nigdy. To fajny, wartościowy facet. Po prostu nam nie wyszło.) Zawsze byłam psiarą. Marzyłam o psie. Nie chciałam psa katować wegetacją w bloku, więc zdecydowałam się na koty maine coon - o charakterze niezwykle psim.  I tak zawitali u mnie bracia - Rudolf i Manfred, potem Iwa, następnie  Kuzco po przejściach, po nim Lara, a na końcu Majkel, też z nieciekawą przeszłością. To były moje najszczęśliwsze lata spędzone z kotopsami. Polecam tę rasę z całego serca - są wspaniałe, nad wyraz inteligentne i bardzo oddane opiekunowi. Siłą rzeczy przyszedł czas, że zaczęły po kolei mnie opuszczać...  Mco nie żyją długo... Rekordzistą był Kuzco, który - jako ostatni - odszedł w wieku 17 lat. Sześć strzępów serca wyrwanych na żywca... Ale...