Posty

Ups

Zrobiłam porządek generalny w kocich kuwetach. Całą zawartość wsypałam do czarnych worów na trupa, kuwety umyłam, nasypałam czystego żwirku, voila. Wory ze zużytym żwirkiem wrzuciłam do pojemnika, a pojemnik wyjechał z garażu na zewnątrz, żeby nie zalatywało (bynajmniej nie fiołkami). Z racji faktu, że sucze są zazwyczaj bardzo zainteresowane zawartością śmietnika, rano postawiłam go przy furtce po drugiej stronie ogrodzenia. Wracam sobie ja dziś z pracusi, patrzę, a pojemnik stoi jakby w innym miejscu. O żesz miauwa, zabrali zawartość! Sprawdzam... Pusty. Z duszą na ramieniu lecę do chałupy i dokonuję oględzin harmonogramu odbioru śmieci... Dziś POPIÓŁ, którego nigdy nie mam, nie miałam i mieć nie będę... Uuuuups... To się w PSZOK-u lekko zdziwią... Nie, nie lekko... Nieco bardziej... No dobra, MOCNO się zdziwią... No tera to się i ja MOCNO zestresowałam... Ogarnęłam siebie, ogarnęłam pogłowie, zrobiłam sobie kawusię, usiadłam i tak siedzę i kiwam se nóżką. I czekam na najazd wkrówion

Temat szprych rowerowych i cycków zawsze spoko

  Straciłam cenne pół godziny życia na jednej z kocich grup, która sama z siebie, ot tak, nazwała się grupą EDUKACYJNĄ. Temat dotyczył profilaktycznego odrobaczania kotów. Dziewczyna niewinnie zapytała, jak nieobsługiwalnemu kotu podać tabletkę. Podałam instrukcję. I się zaczęło... Owszem, posypały się podziękowania, całkiem niegłupie sugestie i wymiana doświadczeń. Moc. Jednak przeczytałam również opinie przeciwników, tak, na grupie EDUKACYJNEJ, cytuję: "Czy profilaktycznie bierzesz też tabletkę na ból głowy, zanim zacznie cię boleć?" Miauwa, ja nie zmyślam! Serio! Mnie to nawet nie rozśmieszyło. Mnie to przeraziło! OCZYWIŚCIE ZAORAŁAM.. (Ktoś wątpił?) Ale po tej całej dyskusji z debilami opadło mi moje wszystko. Mam na myśli WSZYSTKO. Do tego stopnia, że przysięgam, iż gdybym miała zamiar jutro przemieszczać się na rowerze, to cycki wkręci mi w szprychy na pierwszych 100 metrach...

Co słychać w Domu pod Rudym Aniołem

Z rudych wyrosły piękne i mądre kociska. (Ale ja zawsze powtarzam, że rude są wyjątkowe i nad wyraz inteligentne.) Gdy wracam z pracy, Rajmund od razu jedzie na piątym biegu do gabinetu, bo wie, że za chwilę przemycę mu tam w tajemnicy przed resztą stada talerzyk z mokrym żarłem. W owym żarle z kolei przemycany jest antybiotyk. Rysiek i Romek dostają leki prosto do papy, z Rajkiem ten numer nie przejdzie. Tak, cała ruda trójka jest w trakcie kuracji, ale już czują się dobrze. (Rude są wyjątkowe i pod tym względem - są mniej odporne i bardziej chorowite. Coś za coś.) Biało-czarni prawie już doścignęli gabarytowo rudzielce. Wstępnie jesteśmy umówieni na ciachnięcie nabiału, bo ostatnio zastałam obu braci w sytuacji dosyć dwuznacznej. Leon był stroną bierną i dosyć zdziwioną zajściem, a Wiktorowi wytłumaczyłam, że tak właśnie wyginęły mamuty. Kora i Kira natomiast - moje ukraińskie uszatki - są mega zajebistymi suczami. Uwielbiają się przytulać. I są bardzo mądrymi psami, bardzo. Jestem k

Adresówki...

Pierwsze adresówki dla psów były plastykowe. Zamówiłam je, bo mnie zauroczyły i były w kształcie łapek. Jestem debilem. Baki swoją zgubił, Marysina jest na jej nagrobku, a Kajtek totalnie zatarł napisy, gdyż w domu jest kotem, a w ogrodzie nornicą. Zamówiłam teraz metalowe. Z porządnym grawerem. I zamiast na wysyłkę Inpost, kliknęłam w list ekonomiczny. Nie tknęło mnie nawet w momencie regulowania płatności. Wspomniałam już, że jestem debilem, ne spa? Oczywiście list ekonomiczny, wysłany 22 listopada, zaginął w akcji. :( Napisałam do sprzedawcy, że przepraszam, źle kliknęłam, zamierzałam wybrać InPost jak zawsze, (jestem debilem, proszę Pana). Pan odczekał kilka dni i wysłał zamówienie ponownie - tym razem listem poleconym - 2 grudnia. Obie przesyłki dotarły dziś. Pierwsza zawierała kółeczka, w drugiej - w ramach rekompensaty - Pan wysłał adresówki w kształcie kości. Aktualnie jestem na etapie boksowania się z Panem w temacie kosztów - ja upieram się, że chcę dopłacić za drugą wysyłkę,

Czy kocham zwierzęta, które adoptuję...

Pytanie odwieczne, bez jednoznacznych odpowiedzi. Często czytam: zakochałem się od pierwszego wejrzenia, to było TO, ten zwierzak i żaden inny. Ze swojego doświadczenia powiem: bzdura.  Ale to moje doświadczenie.  Może inni odczuwają inaczej.  Ja kieruję się impulsem - zwierzę potrzebuje pomocy, a ja mam akurat warunki, żeby tę pomoc zaoferować. Zaadoptowałam dwa starsze psy. Po czasie pokochałam do szaleństwa. Ale nie nastąpiło to od razu. Wiadomo, że inaczej miała się sytuacja z rudym kocim rodzeństwem. Po śmierci mojego ukochanego rudego mco po prostu wiedziałam, że rude musi w moim domu znowu nastać. Bo rude jest wyjątkowe. Bo rude to stan umysłu, inteligencja i to coś, czego inne koty po prostu nie posiadają. Wiadomo, żer też inaczej miała się sytuacja r czarmo-białym rodzeństwem. Jeden z braci przypominał mi ukochaną pingwinkę, która odeszła. A że byli nierozłączni -nie było innej opcji. Powyższe adopcje poskutkowały wielką miłością , która jednak narodziła się z czasem. Uszatki

Opcja adopcji

Kiedyś pewna osoba zarzuciła mi, że faworyzuję koty, a psy mam w poważaniu... Wyprosiłam tę osobę z tego miejsca. Mam nadzieję, że uszanowała i jej stopa tu już później nie postanie. (Byłby to dowód na totalny brak honoru i szacunku do samej siebie.) Baki i Kajtek mają się git.  Marysia odeszła... Rozważam adopcję dwóch suczek z Ukrainy...  Wielkość: przed kolano. Stosunek do kotów: obojętny. Nikt nie chce przyjąć sióstr w dwupaku, a ja mam jakby warunki... Ktoś doradzi?...

Baki u weta bram...

  Bakisław nabawił się infekcji ucha. Wysłałam SOS do naszego dochtore, żeby zaprosić onego na pokoje, ugościć czym chata bogata, ale dochtore chyba poza zasięgiem. Pies średnio znosi jazdę samochodem. Ok, pies źle znosi jazdę samochodem. Dobra, pies nienawidzi jazdy samochodem. Mamy pat. Psa boli. Nie było wyjścia - pojechalim. Było doprawdy uroczo. Pod lecznicą, miotając pod nosem wyrazy, sprzątnęłam pawia z tylnego siedzenia po stronie prawej. Następnie, klnąc już nieco głośniej, ogarnęłam klocka spod schodów (Miał pół dnia, ale nie! Musiał na podjeździe lecznicy. Spoko.) W gabinecie próbował siknąć na drzwi (super dobrze wychowany pies, duma mnie rozparła, hauwa mać). Po powrocie do domu sprzątnęłam pawia z tylnego siedzenia po stronie lewej (w międzyczasie sąsiad wyszedł, chciał zagaić, ale cofnął się zachowawczo - waliłam do siebie mięsem już absolutnie się nie hamując). Baki oczywiście otrzymał pomoc i antybiotyk. Leży teraz bardzo zadowolony z siebie i - udając, że mnie nie wid