Posty

Czy jest może mechanik samochodowy na sali?...

 Nigdy chyba nie pytałam tu o radę. Ale może znajdzie się jakaś dobra duszyczka, która coś podpowie. Uprzedzam pytanie, dlaczego nie pojadę do mechanika: ostatnio od niego wyjechałam z Ksawerym Gustawem, którego reanimacja kosztowała mnie ponad 3 koła. i muszę się odkuć. Uprzedzam pytanie, dlaczego nie podkulę ogona i nie zakwękam małżonkowi: usłyszę "a nie mówiłem?" i będzie miał rację absolutną. Ja strzelę standardowego focha, a tego wolałabym uniknąć. Dobra, do brzegu...  Otóż ostatnio przegięłam chyba z komplementami dla Touranka, że taki pakowny, zwrotny, z mega przyspieszeniem i niezawodny, że wóz tego najwyraźniej psychicznie nie udźwignął. Odwalił mi numer na parkingu pod Biedrą i nie chciał odpalić. Zaskoczył przy czwartej próbie, prezentując swoją dezaprobatę w postaci świecącej kontrolki ESP (sygnalizacja poślizgu - w lecie, matko jedyna...). Owszem, kilkakrotnie pozostawiłam go z włączonymi światłami (nie sygnalizował, drań), ale niczym to nie skutkowało.  Tyl...

Igor

  Najwyraźniej wąchanie rozpuszczalników, gruntów i farb wszelakich przed snem nie wpływa na mój mózg pozytywnie... Przyśniło mi się, że przyjechała z wizytą moja mama, a Igor do niej podszedł i przemówił: "Cześć, jestem Ewa. Moja służba dała ciała, bo nawet nie rozpoznała mojej płci. Ona jest do kitu, za to ty jesteś w porzo."   (Gad na moim własnym mymłonie wyhodowany, odchuchany, z ogonem jak wycior do butelek...)   I teraz się zastanawiam nad istotną kwestią... Nie nad tym, że kot gada... Nie, nie. Nad tym, czy on zawsze utożsamiał się z płcią przeciwną, czy rozważył zmianę tożsamości dopiero po kastracji... No kuźwa, zagwozdka.

Touranek uratował mi dziś dupcię...

 ... bowiem Ksawerym Gustawem nie przewiozłabym za jednym rzutem 600 kg kafelków, fug, sylikonów, klei, gruntów i siebie w bonusie. Ucałowałam go w kierowniczkę. :)

Posiałam dowód rejestracyjny samochodu...

Posiałam. Nie zgubiłam. Bo wiem, że ten skurczybyk jest gdzieś w chacie, tyle, że nie wiem, gdzie. A tu przegląd do zrobienia... Opcje były dwie: 1. Pojawić się w Starostwie Powiatowym, złożyć wniosek o tymczasowe blachy (zapłacić), zrobić przegląd, wrócić i złożyć wniosek o nowy dokument (zapłacić). 2. Poprosić o przysługę znajomego z drogówki, żeby był tak łaskaw i wystawił mandat za NIEMANIE dowodu (zapłacić) oraz zatrzymał na 24 dowód rejestracyjny, z owym świstkiem udać się zrobić przegląd, a następnie złożyć wniosek o nowy dokument (zapłacić).  O jedno "zapłacić" za dużo, ne spa?  Zatem obrałam plan B i pojawiłam się na stacji kontroli pojazdów. - Dzień dobry. Wie pan co? Kłopocik mam. Oj, duży kłopocik... - A jakiż to kłopocik? - Wie pan, schowałam dowód rejestracyjny do którejś mojej torebusi i nie mogę go namierzyć. Zrobi mi pan przegląd bez?... Gość uśmiechnął się szeroko. - A ile ma pani tych torebusi?   -Oj dużo, wie pan... Jak to kobieta... Uśmiech gości...

Koniec miesiąca to armagedon w mojej firmie...

 ... a mnie wysłano na dwudniowe szkolenie. Nie no, spoko... Koleżanka, która mnie zastępowała, dostawała bladej kurwicy. Ja natomiast słodko spędziłam czas na wyjątkowo nudnym szkoleniu, za to spotkałam się z dawno nie widzianymi znajomymi z innych jednostek i poznałam sporo nowych. Było klawo. Mogę się dalej szkolić do upadłego, nie mam nic przeciwko temu. ;) Negatywy z ostatniego czasookresu: - dziś zaiwaniałam do weta z Filipem, którego ktoś użarł w ogon (obstawiam Juliana) - tu uczulam: kocia ślina jest mega toksyczna i nie należy sprawy lekceważyć (sama po ugryzieniu wylądowałam kiedyś u chirurga, bo zbagatelizowałam) - na szczęście powstały wskutek zaszłości ropień pękł w trakcie jazdy do lecznicy i u Filipa skończyło się tylko na antybiotyku i przeciwbólach; - zostawiłam Ksawerego Gustawa u mechanika, zatem jeżdżę do roboty tą szafą, którą osobiście kupiłam (zajmuję, kuźwa, gro naszego mikroskopijnego służbowego parkingu i współparujący są mi niezwykle wdzięczni...); - zwal...

Akcja w Biedronce (kocham!)...

 Stanęłam przy ladzie z mięsiwem, żeby nabyć skrzydełka z kurczaka. Szybka akcja. Ale przede mnie wślizgnęła się pani w wieku pogwarancyjnym, wlokąc za sobą mężczyznę towarzyszącego. I się zaczęło... - Kochanieee!!! Czy my mamy w domu szyneczkę?!!!  (Tu następuje rozglądnięcie się po całym sklepie, czy wszyscy słyszeli, że ona właśnie z tym mężczyzną prowadzi wspólne gospodarstwo domowe.) - 15 plasterków poproszę... Kochanie!!!! A kiełbaski jakiejś nie chcesz?... Kochanie!!! A polędwiczkę|?!!!  15 plasterków poproszę... (kolejny rzut okiem, czy wszyscy słyszeli.) - Kochanie!!! A jakiś serek bierzemy?!!! (Kolejne okolenie okiem obecnych, czy zarejestrowano.) - 15 plasterków tego sera poproszę. Zaczynam przy kasie przysypiać... Gość szczerze przeprasza mnie wzrokiem... No nie wytrzymałam. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam do Mójcionego: - Kochanie!!!!!! Ty na pewno chcesz te skrzydełka|?!!!! Bo pani przede mną zaraz może je wykupić!!!!! Po pocięciu na plasterki!!!! To chcesz...

Mam ukochanego Ksawerego Gustawa i...

Ksawery Gustaw to hyundai i20 w wersji jubileuszowej. Wyjechałam nim prosto z salonu 13 lat temu.  Jest zajebistym samochodem, mało pali, jest nieduży, zwrotny i na każdym parkingu się zmieści. Kocham go. Ale to miejskie autko, średnio sobie radzi w takie ostre zimy na wiosce - miałam ostatnio prawdziwy survival... K.G. pozostanie ze mną do końca - jego albo mojego. Jednakże zamarzył mi się dodatkowy wóz, który ogarnie zimę, ogarnie wiejskie wertepy, ogarnie ewentualny pobyt K.G. w warsztacie i dodatkowo pomieści psy. So... Osobisty wyjechał się szkolić do stolycy, a ja postanowiłam zadziałać w konspiracji.   I w efekcie trochę się problemików nawarstwiło. Skruszona dzwonię: - Kochanie, jak się otwiera maskę w aucie? Bo zostawiłam go na światłach. Wiem, debilka jestem. Ale chcę podłączyć prostownik i nie mogę się dostać do akumulatora. - Słońce, nie wiesz, jak otworzyć maskę we własnym samochodzie?  - No nie wiem właśnie. W hyundai wiem, ale w volkswagenie ni huhu......