Posty

Czy kocham zwierzęta, które adoptuję...

Pytanie odwieczne, bez jednoznacznych odpowiedzi. Często czytam: zakochałem się od pierwszego wejrzenia, to było TO, ten zwierzak i żaden inny. Ze swojego doświadczenia powiem: bzdura.  Ale to moje doświadczenie.  Może inni odczuwają inaczej.  Ja kieruję się impulsem - zwierzę potrzebuje pomocy, a ja mam akurat warunki, żeby tę pomoc zaoferować. Zaadoptowałam dwa starsze psy. Po czasie pokochałam do szaleństwa. Ale nie nastąpiło to od razu. Wiadomo, że inaczej miała się sytuacja z rudym kocim rodzeństwem. Po śmierci mojego ukochanego rudego mco po prostu wiedziałam, że rude musi w moim domu znowu nastać. Bo rude jest wyjątkowe. Bo rude to stan umysłu, inteligencja i to coś, czego inne koty po prostu nie posiadają. Wiadomo, żer też inaczej miała się sytuacja r czarmo-białym rodzeństwem. Jeden z braci przypominał mi ukochaną pingwinkę, która odeszła. A że byli nierozłączni -nie było innej opcji. Powyższe adopcje poskutkowały wielką miłością , która jednak narodziła się z cz...

Opcja adopcji

Kiedyś pewna osoba zarzuciła mi, że faworyzuję koty, a psy mam w poważaniu... Wyprosiłam tę osobę z tego miejsca. Mam nadzieję, że uszanowała i jej stopa tu już później nie postanie. (Byłby to dowód na totalny brak honoru i szacunku do samej siebie.) Baki i Kajtek mają się git.  Marysia odeszła... Rozważam adopcję dwóch suczek z Ukrainy...  Wielkość: przed kolano. Stosunek do kotów: obojętny. Nikt nie chce przyjąć sióstr w dwupaku, a ja mam jakby warunki... Ktoś doradzi?...

Baki u weta bram...

  Bakisław nabawił się infekcji ucha. Wysłałam SOS do naszego dochtore, żeby zaprosić onego na pokoje, ugościć czym chata bogata, ale dochtore chyba poza zasięgiem. Pies średnio znosi jazdę samochodem. Ok, pies źle znosi jazdę samochodem. Dobra, pies nienawidzi jazdy samochodem. Mamy pat. Psa boli. Nie było wyjścia - pojechalim. Było doprawdy uroczo. Pod lecznicą, miotając pod nosem wyrazy, sprzątnęłam pawia z tylnego siedzenia po stronie prawej. Następnie, klnąc już nieco głośniej, ogarnęłam klocka spod schodów (Miał pół dnia, ale nie! Musiał na podjeździe lecznicy. Spoko.) W gabinecie próbował siknąć na drzwi (super dobrze wychowany pies, duma mnie rozparła, hauwa mać). Po powrocie do domu sprzątnęłam pawia z tylnego siedzenia po stronie lewej (w międzyczasie sąsiad wyszedł, chciał zagaić, ale cofnął się zachowawczo - waliłam do siebie mięsem już absolutnie się nie hamując). Baki oczywiście otrzymał pomoc i antybiotyk. Leży teraz bardzo zadowolony z siebie i - udając, że mnie nie...

Jest początek, jest koniec, a potem nowy początek

Ból po śmierci Maryni nie minął, choć odeszła ponad pół roku temu. Kilkakrotnie zastanawiałam się nad adopcją kolejnego psiaka. Opcje były, ale wycofywałam się. Jeszcze nie ten czas, jeszcze za wcześnie. Może już nadeszła pora, żeby pomóc kolejnej psiej bidzie w potrzebie, której Mary zrobiła miejsce. Póki co poprosiłam o sprawdzenie stosunku do kotów, bez pustych deklaracji. Potem ewentualnie będę rozważać.

Moje sposoby na oszczędności

Po całej mojej karierze edukacyjnej ze studiami licencjackimi, magisterskimi, podyplomowymi, ukończyłam technikum weterynaryjne. Mieliśmy świetnych lekarzy-wykładowców, którzy nauczyli nas dużo więcej, niż technik weterynarii musi wiedzieć. Potrafię odczytać usg, rtg, zinterpretować biochemię i morfologię a - co najważniejsze - jestem świetna w diagnostyce. Dzięki temu nie wydaję na wizyty w gabinecie. Jeżdżę tylko do znajomych lekarzy po recepty i leki. Czasem, przy trudnym wypadku, na konsultację. To samo mam z fryzjerem. Nie chodzę.  Sama podcinam sobie włosy i sama je farbuję. Nie znoszę tego, ale muszę. Kiedyś słyszałam, że można osiwieć przez jedną noc. Nie wierzyłam. Dopóki mnie to nie spotkało. Następnego ranka po śmierci Rudolfa, obudziłam się biała jak gołąbek. Od tamtej pory średnio co 3 tygodnie kupuję znienawidzoną farbę i pakuję na czerep.  Najchętniej ogoliłabym się na łyso, ale obawiam się, że czaszka by mi przemarzała i co chwila biegałabym z glutem na L4. Sze...

Obiecałam, że opowiem... (Uprzedzam: dłuuugo.)

 Mianowicie opowiem, skąd się u mnie wzięli dwa obsmarkańce. Na początku kwietnia przeniosłam się z Gdańska do prokuratury rejonowej. Po godzinach stania w korkach w drodze do pracy, droga do domu zajmująca niecałe dziesięć minut, to dla mnie mega luksus (pomijając ceny paliwa).  W nowym miejscu pracy, na służbowym parkingu dokarmiane są koty przez jedną z pań prokurator, z którą błyskawicznie znalazłam wspólny język i przeszłam na "Ty.". Poznałam kotkę Mimi, która od ponad dwóch lat nie daje się złapać na zabieg, zatem... w dalszej kolejności poznałam jej potomstwo: dwie kotki z pierwszego miotu - Chudą i Rysię i kocurka z drugiego miotu - Dozorka. Panny wykastrowane i bezpieczne. Mama Mimi po każdorazowym przyprowadzeniu odchowanych kociąt, obrzucała karmicielkę pogardliwym spojrzeniem, a następnie szła w długą. Wracała dopiero z przychówkiem. Pojawiłam się na placu boju. Poznałam Mimi już w ciąży. Na czas rozwiązania zniknęła. :( Gdy byłam na urlopie, dostałam smsa, że prz...

Pies kontra kocię

Leon ukradł dziś psią gumową piłkę. Zabawka jest z litej gumy, całkiem ciężka i dość nieporęczna, tym bardziej dla kilkumiesięcznego kociaka. Piłka wypadała z zębów naszego bohatera co dwa kocięce kroczki, jednak jakimś cudem dzielnie zawlókł ją na pięterko i skitrał na kanapie za poduszką. A wszystko to na oczach mocno skonsternowanego Kajcisława.