Posty

Wyłam w garażu

Dla tych, co mnie nie mają na fb, zacytuję wypowiedź wolontariuszki za schroniska, z którego zabrałam Marysię i Bakisława.... "Bakiego opiekun zmarł. Rodzina go oddała do schroniska, bo nie chcieli takiego spadku. Pamiętam ten dzień jak dzisiaj i zawsze go będę wspominać. Akurat przyjechałam do schroniska przywieźć koce i kołdry dla psiaków. Kilku pracowników, w tym inspektor, wsadzili go od razu do boksu z innymi dużymi psami. Nie czekał, tak jak teraz, na okres adaptacji, kwarantanny. Poszedł do tego boksu, bo osoba, co go oddawała, powiedziała, że jest agresywny. Pamiętam, jak stał przerażony przy bramce. Bał się ruszyć stamtąd. Bał się, że inne psy zrobią mu krzywdę. Nie dość, że stracił opiekuna, dostał wilczy bilet do schroniska, to jeszcze trafił do boksu z sześcioma psami. Bałam się o niego, bo różnie wtedy bywało. Ale on dał radę i nie wykazywał nigdy cienia agresji. Był mi zawsze przez to naprawdę bliski. I bardzo zależało mi, aby ktoś go adoptował." Oto...

Oto, jak spędzam urlop

 Mniej więcej wygląda to tak: Idę do kuchni - Bakisław i Mary za mną. Siadam przy stole - Bakisław i Mary wracają na kanapę. Rudolf chce na dół, wstaję wpuścić - Bakisław i Mary za mną. Znowu siadam przy stole - Bakisław i Mary wracają na kanapę. Lara chce na dół, wstaję wpuścić - Bakisław i Mary za mną. Z wzdechem ciężkim siadam przy stole - Mary wraca na kanapę, Baki kładzie się na podłodze (już się psu nie chce). Rudolf chce na górę, wstaję wpuścić - Mary za mną, Baki tylko podnosi głowę (coraz bardziej się psu nie chce). Siadam, kuźwa, przy stole - Mary wraca na kanapę. Lara chce na górę, Rudolf chce z powrotem na dół, wstaję - Mary za mną, Baki wodzi za nami samym wzrokiem (kompletnie się już psu nie chce). Siadam przy stole #@#^&%&^&* - Mary się patrzy pytająco: "Ale na pewno?" Nie, miauwa, hauwa, nie na pewno, idę do wc - Mary za mną, Baki też, bo zauważył zmianę trasy - nie ma jeszcze drzwi, nie ma prywatności. Zatem jest tu chwilowo wesoły autobus. Ale gd...

Zadomawiam się

Obraz
Koty się mi wyluzowały już praktycznie na maksa. Są kanapy, fotele, łóżko, ukochany drapak, ciepło w dupska i pełne miski. Jest dobrze. Ja zaś popylam z odkurzaczem i mopem średnio dwa razy dziennie - góra-dół, góra-dół, góra-dół... Zaraz mi dojdzie trzecia kondygnacja, jak mi gościu schody wstawi. Bjutiful. Zasadniczo jest fajnie, tylko pół godziny po takim popylaniu, znajduję się w punkcie wyjścia - syf, jaki był, taki jest.. I tak będzie jakieś pół roku. (Wiem, bo mam za sobą wykańczanie mieszkania w stanie deweloperskim.) Koty już przeszczęśliwe i zadomowione. To względne szczęście ukrócę im pojutrze, przywożąc w końcu moje dwa pchlarze - Bakiego i Maryśkę... No kwileczkę, Baki i Mary też mają swoje prawa i też trzeba im umożliwić przeszczęśliwienie i zadomowienie, ne spa?... Drzwi bezpieczeństwa na schodach są zainstalowane - na początek kotowate robią wypad na górę, a psowate zostają na dole. Zobaczymy, jak to będzie funkcjonować. Mam nadzieję, że te drzwi długo potrzebne nie będ...

Nie piszę, albowiem padam na ryj

Mieszkam w domu od soboty. Szczęście niepojęte, ale i kupa roboty. Bo od niedzieli ujeżdżam mopa i w domu, i w poprzednim lokum. Właściwie od tygodnia mam dzień świstaka - rano lezę na czworaka do łazienki, potem wczołgiwuję się do samochodu i grzeję do roboty, po robocie jadę do poprzedniego mieszkania ogarniać, następnie wracam do domu i tu ogarniam, dopóki nie padnę na mordę,  w końcu idę spać. Rano lezę na czworaka... itd. Dziś finiszowałam nareszcie, odmalowując  w mieszkaniu ścianę w kuchni i przedpokój. Jutro oddaję klucze i będę się już mogła całkowicie poświęcić własnemu obejściu. A jest co robić. Zasadniczo - jestem zrąbana jak koń po westernie, ale mega szczęśliwa, że w końcu...

Pytanie zasadnicze brzmi: czy mogło być jeszcze gorzej?

 Owszem, miauwa, MOGŁO. Otóż właśnie zatkał się odpływ od wanny. Przy próbie przepychania wypływają czarno-bure farfocle, a woda stoi. Zastanawiam się, czy dodatkowo nie wydarzyło się coś z rurą odpływową. U sąsiada nadal kapie... Niewiarygodne. Może to dwa w jednym?... Zdjęłam boczną obudowę wanny (taką plastykową - nie do wiary, że ludzie wciąż montują te ustrojstwa). Łatwo nie było, zatem ponowne jej założenie będzie survivalem... Ale to już jakby nie mój problem, bo działałam w trybie tzw. konieczności wyższej. Poza tym fachowiec i tak będzie się musiał dostać do syfonu, więc przygotowałam mu grunt jakoby. W sumie dobrze zrobiłam, bo brud był tam nieziemski. Jeszcze chyba z epoki kamienia łupanego. Wyczyściłam, powstrzymując odruch wymiotny.  (Nie, żeby była ze mnie taka czyścioszka, ale każdy ma jakąś maksymalną granicę, tak? Nawet moja została przekroczona.) Co jakiś czas macam podłogę pod wanną - wilgoci brak. Może w pionie coś poszło nie tak?... Szczerze mówiąc nawet b...

Jest takie powiedzenie...

Nieszczęścia chodzą parami. Otóż nie w moim przypadku. Otóż w tym moim konkretnym przypadku nieszczęścia chodzą całymi stadami. Albo to mieszkanie uparło się, że nie mam się z niego wyprowadzić, albo już sama nie wiem co... Zasadniczo plan jest dopracowany co do najmniejszego szczegółu: W środę lub czwartek jadą na chatę meble. W sobotę przenosimy się z kociastymi i drapakiem. Ostatni tydzień października przeznaczyłam na dopucowanie mieszkania i pomalowaniu ścian na świeżo, bez kręcących się pod nogami sierściuchów. Pierwszy tydzień listopada muszę być w pracy, albowiem... tfu... sprawozdania. 6-7 listopada jadę do schronu po pchlarzy, a następnie biorę dwa tygodnie urlopu.  Wszystko dopięte na ostatni guzik. Nawet zostaną zainstalowane tymczasowe drzwi na schodach, oddzielające dół od góry - z deseczek, ażurowe, ale solidne. Żeby sierście w miarę bezstresowo mogły się z sobą zapoznać organoleptycznie (wzrokiem, węchem i słuchem). Wszystko pięknie i cacy, ne spa? No i pierdutło. N...

Odliczanie...

 24-go października przenosimy się do DOMU. :)