W mojej pracy napatrzyłam się na ludzkie zwłoki, licząc w setkach - świeże w miarę, zmasakrowane powypadkowe, w stanie zaawansowanego rozkładu. Już dawno mnie to nie rusza. Jako osoba obdarzona wyjątkową empatią, jedynie współodczuwam rozpacz rodziny i zawsze trudno mi z nimi rozmawiać. Choć staram się trzymać fason i nie pękać. Jedyne, co mnie łamie, to zwłoki dziecka - aktualnie 10-letni chłopiec, który rozpędzonym rowerkiem wjechał prosto w samochód osobowy... Tragedia ludzka dwóch rodzin - zarówno rodziców dziecka, jak i kierowcy auta, któremu dziecko znienacka wbiło się w pojazd. Przeżywam takie sprawy. Mocno. Twarz tego chłopczyka pozostanie w mojej głowie na zawsze...
Długo, bardzo długo mnie nie było. Wiem. Sporo się w moim życiu wydarzyło od tego czasu i musiałam kompleksowo przearanżować swoje życie. Choć wiele się w nim nie zmieniło. Po raz drugi w życiu powiedziałam TAK, choć zarzekała się żaba błota... Ale przeszło mi jakoś przez usta, choć po długich rozważaniach. Nie usuwałam tego bloga, bo czułam, że jednak chcę tu wrócić. I wróciłam. Nie wiem, czy na dobre, czy tylko na chwilę.
Nic poważnego, ofkors. Po prostu w ostatnią sobotę postanowiłam umyć okna. Płyn nieco przymarzał, co mnie oburzyło - w końcu były dwa stopnie na plusie. Mój organizm uznał natomiast, że nie były to tropiki. W poniedziałek oczywiście bohatersko stawiłam się w robocie na siódmą, z zapasem chusteczek i aspiryny. Moja szefowa jednak, zobaczywszy mnie, złapała się za głowę i kazała natychmiast wypierniczać do lekarza. Siedzę zatem na L4 i co chwila odbieram telefony z pracy: A jak mam zrobić to?... A jak mam zrobić siamto?... A gdzie znajdę pierdylianto?... I tak o. Co z tego, że gdy wrócę do roboty, to budynek będzie nadal stał, nie zawaliwszy się na skutek mojej nieoczekiwanej absencji?... (Ostatnie moje zwolnienie lekarskie kojarzę jakoś tak w roku 2017...) Z drugiej strony ten nieoczekiwany oddech wolności przed świętami zrobił mi mega dobrze. Zwolniłam. Złapałam oddech. Wyszłam dziś na ostatni wieczorny spacer z psami i wiecie co?... Obejrzałam się, spojrzałam na mój dom i pomyślałam s...
Jakiż on piękny!! Odwaliłaś kawał dobrej i potrzebnej roboty!
OdpowiedzUsuńPękam z dumy :)
OdpowiedzUsuń