Posty

Sezon wakacyjny :)

  Mam od piątku na stanie pięć i pół psa. Te nadprogramowe półtora to Ares i Sonia. Sąsiedzi wyjechali. Jest lekkie kongo, gdyż: - Ares usilnie próbuje zachęcać Bakiego do wspólnej zabawy, ale Baki jest już seniorem, więc muszę pilnować, żeby młody go nie męczył; - moje suki KK cyklicznie organizują łowy na Sonię, więc tego małego kurdupla też wiecznie muszę mieć na oku; - no i koty mają tygodniowy szlaban na parter i muszę pamiętać o zamykaniu drzwi na schodach - nie o koty się martwię, a o fakt, że ewentualna ich konfrontacja z Aresem skończyłaby się carpaccio z psininy. Także 3 x MUSZĘ. Ale ogarniam. (Za to mój odkurzacz spakował neseser oraz bagaż podręczny i oświadczył, że nie taka była umowa, że on to pie...oli i leci na urlop na Ibizę.)

Filip

Gdy pierwszy raz zobaczyłam bohatera tego postu, ważył 900 gramów i wyglądał jak woreczek na kości z pękatym brzuszkiem. Przeoczyliśmy jedną kotkę pod naszą firmą, której nie ciachnięto. No i mamy kolejne maluchy. Wytoczyły się, standardowo - czarny i łaciatek. Totalne dziki, matka też, ale już kombinujemy z łapanką. Filip pojawił się nagle - 2-miesięczny chudy marchewkowo-biały kociak, Pozostałe dwa są ostrożne i wieją, gdy zbliżymy się na odległość dwóch metrów. Rudo-białe z miejsca władowało mi się na ręce, mrucząc i miaukając w niebogłosy.  Konsternacja... Zbyt ufne toto... Może się władować w ręce jakiemuś psycholowi... Co robić?... No jak to co robić? Od tego jest Niutaxik, czyli mła, nieprawdaż? Koleżanka nie zgarnie, bo ma 12 kotów na stanie. Druga koleżanka też nie, bo ma kota jedynaka, który każdą próbę dokocenia odchorowuje. Trzecia koleżanka również nie, bo mieszka w dwupokojowym mieszkaniu z ostrym psem i jeszcze ostrzejszą ciotką. Nie, nie winię ww. koleżanek. Absolut...

Leon

Koty są symbolem gracji. Poruszają się z dystynkcją, zwinnie i niemal bezszelestnie, jak na prawdziwe drapieżniki przystało. Leona to jednak nie dotyczy, proszę Państwa. Leon albo ma grację głęboko w łaciatym dupsku, albo po prostu nie wie, że jest kotem. Swoją destrukcyjną działalność Leon rozpoczął jeszcze małym siusiumajtkiem będąc. (Tu muszę pozwolić sobie na małą dygresję i zaznaczyć, że określenie "siusiumajtek" nie znalazło się tu przypadkowo, BYNAJMNIEJ. Na szczęście z wiekiem mu przeszło.) Gdzie Leon się nie pojawił, siał zamęt i zniszczenie. Mam w domu kota z darem telekinezy - sprawiał, że wszystko lewitowało: kubki, doniczki, a nawet karnisze. Teraz, gdy tyłek mu urósł, a zawartość Leona w Leonie kilkukrotnie zwiększyła objętość (i wagę), postanowił ograniczyć się do bycia kotem niskopiennym. Nie bez znaczenia jest tu fakt spierniczenia się z karnisza centralnie na papę, w związku z czym Leon doszedł do wniosku, że zasłony lepiej omijać szerokim łukiem. Przechodzą...

Na urlopie...

Ponieważ się urlopuję, jest to czas, żeby się przynajmniej wyspać. Ale gdzie tam... Piąta rano, koty: - Zoba, jaki fajowy szeleszczący paragonik. JEDZIEM Z NIM! - O, piłeczka z dzwoneczkiem. Dalej, TURLAMY! - Jaka zarąbiście pykająca folijka! GRYZIEM NA MAKSA! - Pamiętacie, brachole, ile mamy do dyspozycji metrów na strychu? Urządzamy wyścigi - KTO NIE TUPIE, TEN CIENIAS! Siódma rano, psy: - Heloooooł! Jeeest tam ktooo? Siiiikuuu! - Oł jeee! Tam sąsiad wyprowadził na spacer swoich przystojniakóóów! - Weeeź, nie śpiiij! Musimy po raz pierdyliarty sprawdzić furtkę, czy Reks sąsiadów jej znowu nie ochrzcił! No weeeź! Dzięki opatrzności, że już jest ciepło na dworze. Psom zostawiam otwarte drzwi na taras i przynajmniej tych mam z bani. I śpię dalej. Owszem, obie sucze zaliżą potencjalnego włamywacza na śmierć, Baki pokaże co i gdzie, ale za to Kajtek... Kajtek, proszę Państwa, PRZEGRYZIE TĘTNICĘ SZYJNĄ. Tyle, że potencjalny włamywacz musi się najpierw położyć potulnie na wznak, żeby psu-mo...

W temacie kabelków...

Elektrykę, elektrotechnikę i elektronikę wykładał nam pan z tytułem doktora, równocześnie prostak i straszny szowinista. Nie znosiłam typa. Uczyłam się tych przedmiotów pilnie z dwóch powodów - lubiłam je, a równocześnie marzyłam, żeby zagrać mu na nosie. Z bólem serca i ego musiał mi wystawić 5. Na pożegnanie pogratulowałam mu faktu, że jest jedynym chamem z doktoratem, jakiego miałam zaszczyt na swojej drodze spotkać. Kiedyś zaryzykowałam i powierzyłam misję chłopu. Wówczas poszła faza i wywaliło korki w całym pionie 4-piętrowego bloku. Nigdy więcej. Elektroniką i elektryką w moim domu zajmuję się WYŁĄCZNIE JA. Aktualnie mam w związku z powyższym męskiego focha na chacie. Życie.

Auto-moto...

  Prawo jazdy mam od jakichś stu lat. Nigdy w życiu nie miałam żadnej stłuczki. No dobra, były dwie obciery na parkingu i wyrżnięcie w bandę na wiadukcie, ale primo: to nie zalicza się do puli "stłuczek", secundo: byłam wówczas świeżakiem za kierownicą. (... a dziś jestem już dziadkiem i cóż mogę podarować swojemu wnuczkowi, jak nie Werters Oryginal... ) WRÓĆ! (Poniosło mnie z nerwów.) Otóż dziś dwóch chłopa wyciągało mnie z ROWU. Na szczęście wtarabaniłam się tam tylko lekko dupą (samochodu, nie swoją), ale zaparkowałabym tam na całego, gdyby nie krzyk pasażera: "Co ty, kurwa, robisz!" i w efekcie błyskawicznej reakcji mojej w postaci natychmiastowego zaciągnięcia ręcznego. Dzięki temu wystarczyło siły w postaci wspomnianych dwóch chłopa i obyło się bez ciężkiego sprzętu. Mam teraz potężnego doła i jeszcze stres mną telepie, za to mój ojciec rodzony najdroższy ma ciągły chichot. (Na jego miejscu bym się tak nie cieszyła - ma córkę kretynkę, a to moim skromnym zdani...

Misia...

  W czwartek, gdy wróciłam z pracy, przybiegł do mnie synek sąsiada: - Proszę pani, proszę pani! Misia umarła! Misia, fajniutka suńka, starowinka, spędziła z nami dwa tygodnie w ostatnie wakacje, kiedy sąsiedzi wyjechali. Myślę, że to był dla niej najfajniejszy czas w życiu. Misia u siebie nie miała wstępu do domu - gdy tu zamieszkałam, miała budę i łańcuch. Wierciłam sąsiadom dziurę w brzuchu tak długo, aż sunia otrzymała wolność na posesji. A i tak notorycznie wiała przez dziurę w płocie i lądowała w moim ogrodzie. U mnie zaznała ciepła psiej poduchy, wypełnionej pierzem, i dowiedziała się, jak to jest przespać się na kanapie. Gdy zaciekawiona unosiła uszy, wyglądała trochę, jak słonik Dumbo. Przemiłe stworzenie. A teraz odeszła. - Proszę pani, tata ją pochowa pod budą. Żeby została w swoim domku. Sonia bardzo tęskni... Młodego utuliłam i pocieszyłam. Poszłam do domu, bardzo zgaszona. Spojrzałam z okna na Misiową pustą budę. Dwa metry od budy leżała sterta folii... Dziś zerwał si...