Mój czarny anioł...

Piękny ciałem i duchem. 
Najlepszy przyjaciel.
Najczulsza niania dla młodszych i słabszych w stadku.

Niestety, nie miał w sobie tyle siły i determinacji, co ja, żeby jeszcze trochę powalczyć...

Gdy przed laty pojechałam po niego , miał zaledwie parę miesięcy... Oraz zestaw wszelkich dolegliwości i schorzeń, jakie kot mógł mieć. 
Był wyłysiały, koszmarnie wychudzony, cały w bliznach i ranach - pobity przez dominujące kocury... Miał stan zapalny uszu, przełyku i skóry. I śmierdział ropą, jak murzyńska chata. 

Podjechałam wtedy do pierwszej z brzegu lecznicy, żeby oceniono, czy przeżyje taką podróż, i ewentualnie wzmocniono farmakologicznie. 
"Pan doktor" burknął tylko: "Z CZYM mi tu Pani przychodzi? Tutaj tylko eutanazja!"
Wychodząc z gabinetu, tak jebłam drzwiami, że mało nie wyleciały z futryną. (Wymskły mi się.)

Kuzco podróż przeżył. 
Leczyłam go pół roku.
Towarzyszył mi 17 lat. Patrzył we mnie jak w obraz. Wyniańczył mi każde kocię, jakie pojawiło się w domu. Pozostałe koty go uwielbiały, Teraz szukają go w całym domu i patrzą na mnie pytająco.

Zdawałam sobie sprawę, że ostatnio żyje na kredyt. Mainecoony nie dożywają takiego wieku.
Zdawałam sobie sprawę, że nadejdzie moment rozstania, że jest dla mnie rozdziałem, podczas gdy ja byłam dla niego cała książką.

Wrócił dziś ze mną do domu. Dostał najpiękniejszą i najdroższą urnę, jaka była. 

Kocham Cię, mój czarny olbrzymie o gołębim serduchu, i zawsze będę Cię kochać.
Złamałeś mi serce.


 

Komentarze

  1. Każdy czworonożny domownik, który nas opuszcza łamie nam serce.
    Ale my, "człowieki", mamy rozum i możemy, choć nie jest to łatwe, wytłumaczyć sobie, że to normalna kolej rzeczy.
    I, że trzeba zająć się kolejną "bidą" potrzebującą pomocy...i , że jest bardzo pocieszająca ilość osób z tego rodzaju złamanymi sercami...

    OdpowiedzUsuń
  2. Popłakałam się okropnie, chociaż to nie mój. Na razie oczywiste pocieszenia, że miał z tobą długie i dobre życie, jeszcze nie mogą działać, to dopiero później Szkoda chłopaka. Był super.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, bardzo, bardzo Ci współczuję, miałam nadzieję, że Kuzko się wykaraska.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wyszłam za mąż, zaraz wracam

Nie ma nic gorszego...

Wieczornie...