Posty

Wyświetlanie postów z 2026

Choroba w końcu mnie pokonała...

 ... i poszłam na L4. Każdy, kto mnie zna, wie, że jeśli już zabieram tyłek do lekarza, to musi być bardzo źle. I było. Organizm był już tak słaby, że straciłam głos, a od ataków kaszlu zaczęły mi pękać naczynka na całym ciele. Wyglądałam, jakbym się przewróciła na kij bejsbolowy, tak jakoś z piętnaście razy... Dostałam silny antybiotyk. Głos odzyskałam po dwóch dniach, o czym radośnie zakomunikowałam Osobistemu. W odpowiedzi usłyszałam urocze: "Już?... Tak szybko?..." Kiedyś go zabiję. Przysięgam. 

Romek. Największa kocia pierdółka z trojaczków RRR

Dziś zrobiliśmy cytologię i posiew pod kątem sporofitów, bo poza niegojącym się stanem zapalnym podejrzewałam zmianę grzybiczą. Potwierdziło się. I otrzymałam kolejny w życiu komplement od lekarza: - Ma pani wiedzę w dziedzinie medycyny weterynaryjnej? - Mam. Zrobiłam technika. - Pani ma doskonałą intuicję. Byłaby pani świetnym lekarzem. - Za późno. Nie zmienia to faktu, że edukacja medyczna, którą zdobyłam - w teorii i praktyce - i tak bardzo procentuje.

Mamy w robocie epidemię

Zarażamy się wzajemnie od siebie. Jedno zdrowieje, drugie łapie. I tak w kółko. Od miesiąca. Zdążyłam wyzdrowieć i właśnie znowu zachorowałam. Weszłam w drugą turę.  Chyba se umrę. 

Polskie buraki w natarciu...

Moi rodzice są właścicielami dwóch mieszkań w Gdańsku, które osobiście wybrałam, kupiłam i zajmuję się ich wynajmem w ramach udzielonego mi pełnomocnictwa. Wiele nerwów przedsięwzięcie mnie kosztowało - wynajmowałam rodakom - libacje, skargi sąsiadów, opóźnienia w płatnościach, wszechobecny syf po wyprowadzce... W końcu zdecydowałam się oba lokale wynająć rodzinom ukraińskim, jeszcze przed inwazją Rosji. I powiem tak: nigdy wcześniej nie miałam tak cudownych, bezproblemowych najemców - zero skarg, brak syfu, opłaty na czas - bajka. Mieszkają już od kilku lat.  Wybuchła wojna. Panowie ruszyli do Ukrainy, broniąc ojczyzny. Żony z dziećmi zostały w Polsce.  I dziś napisał do mnie pan Bohdan, z właściwym sobie taktem: "Czy ma pani chwilkę? Żona by zadzwoniła..." Dzwoni: "Pani Marto, mam problem. Po długim remoncie, wierceniach, hałasach, do mieszkania pod nami wprowadzili się nowi właściciele. Wszystko im przeszkadza. Córka zatańczy, talerz mi spadnie... Natychmiast pukają w...

Mój czarny anioł...

Piękny ciałem i duchem.  Najlepszy przyjaciel. Najczulsza niania dla młodszych i słabszych w stadku. Niestety, nie miał w sobie tyle siły i determinacji, co ja, żeby jeszcze trochę powalczyć... Gdy przed laty pojechałam po niego , miał zaledwie parę miesięcy... Oraz zestaw wszelkich dolegliwości i schorzeń, jakie kot mógł mieć.  Był wyłysiały, koszmarnie wychudzony, cały w bliznach i ranach - pobity przez dominujące kocury... Miał stan zapalny uszu, przełyku i skóry. I śmierdział ropą, jak murzyńska chata.  Podjechałam wtedy do pierwszej z brzegu lecznicy, żeby oceniono, czy przeżyje taką podróż, i ewentualnie wzmocniono farmakologicznie.  "Pan doktor" burknął tylko: "Z CZYM mi tu Pani przychodzi? Tutaj tylko eutanazja!" Wychodząc z gabinetu, tak jebłam drzwiami, że mało nie wyleciały z futryną. (Wymskły mi się.) Kuzco podróż przeżył.  Leczyłam go pół roku. Towarzyszył mi 17 lat. Patrzył we mnie jak w obraz. Wyniańczył mi każde kocię, jakie pojawiło się w domu. ...

Kiedy jest za długo cisza w eterze...

 ... można się spodziewać, że zło pierdolnie znienacka. Cały dzisiejszy dzień spędziłam w samochodzie i w lecznicach, na przemian. Z Kuzco.  Cały dzień w pieprzonej maseczce, szlag by to trafił. Dziesiątki razy zobaczyłam lekarskie oczy wielkości młyńskich kół i usłyszałam pytanie: "Powiedziała pani, że ile ten mainecoon ma lat...?" Kuzco. Kot niezniszczalny. Z końskim zdrowiem. Do dziś... Dziś przywitał mnie z niedowładem tylnych łap...  Od rana galop: - lecznica nr 1, Dzierżążno - diagnostyka, leki przeciwbólowe, usg... Potrzebna konsultacja kardiologiczna w celu wykluczenia zatoru... - lecznica nr 2, Kartuzy - kardiolog (miałam fart w sobotę)... Zator wykluczony, za to namierzony guz przy śledzionie i obecność płynu w klatce piersiowej... lecznica nr 1, Dzierżążno - założenie wenflonu po kilkudziesięciu wręcz próbach (kot odwodniony i zapadnięte żyły)... Konieczna stabilizacja w szpitalu... (Nigdzie nie można się było dodzwonić, więc jechałam w ciemno.) - lecznica nr 3...

Mam covid

Szczepiłam się milion razy. Mam. Kur...

Jestem przeziębiona, a mój ukochany brat...

... nadaje przez telefon z pełną mocą empatii: - Masz zajebisty głos teraz. Jak Ewa Szykulska. Możesz dorabiać w sex-telefonie. - Też cię kocham.  I popłynęliśmy z fantazją ułańską...  Nasza wyobraźnia granic nie ma i mieć nie zamierza... "Cześć, misiu, to ja, twoja Samanta." "No cześć, maleńka, Jak to zrobimy?" "Na żółwia, misiu. Chcesz?" "A jak to jest na żółwia, kochanie?" "Jak to, jak? Instalujesz se, misiu, wannę ma plecach i jedziemy na misjonarza." Bez mojego brata życie byłoby mega ubogie...

Nie ma nic gorszego...

W mojej pracy napatrzyłam się na ludzkie zwłoki, licząc w setkach - świeże w miarę, zmasakrowane powypadkowe, w stanie zaawansowanego rozkładu.  Już dawno mnie to nie rusza. Jako osoba obdarzona wyjątkową empatią, jedynie współodczuwam rozpacz rodziny i zawsze trudno mi z nimi rozmawiać. Choć staram się trzymać fason i nie pękać. Jedyne, co mnie łamie, to zwłoki dziecka - aktualnie 10-letni chłopiec, który rozpędzonym rowerkiem wjechał prosto w samochód osobowy... Tragedia ludzka dwóch rodzin - zarówno rodziców dziecka, jak i kierowcy auta, któremu dziecko znienacka wbiło się w pojazd.  Przeżywam takie sprawy. Mocno. Twarz tego chłopczyka pozostanie w mojej głowie na zawsze... 

Kumpel weterynarz zawsze pomoże szybciej, niż lekarz rodzinny...

- Słońce, czemu ty sobie tym pryskasz rękę? Przecież to jest lek dla koni. - Skoro koniom pomaga, dlaczego mi nie ma pomóc?... - Stwórco wszechmogący, daj mi siłę... - Od kiedy ty taki bogobojny jesteś?  - Od kiedy cię poznałem. Zwykły śmiertelnik mnie nie wesprze...

Współpraca w związku...

 Gdy nasza gwiazda wioskowa znowu postanowiła zaistnieć, niejaki pan Z,. wyłaniając się o piątej rano w celu drażnienia naszych psów... (Miałam przerwę w pisaniu. zatem sprawa pana Z, nie została opisana. Owe niedopatrzenie nadrobię. bo jest o czym. ;) ) Osobisty: "Nie no, żarty się skończyły. Idę mu wp...lić." Ja: "Nie! Przestań! Zabijesz go! Ja mu wp...lę, dobra? W razie, gdyby próbował mi oddać, ewentualnie wkroczysz do akcji, dobra?" Osobisty, po krótkim namyśle: "Dobra. Ale daj z siebie wszystko. Nie oszczędzaj laczka."

Bowiem mrozy...

Chwilowo nie wpuszczajcie kotów, jeśli to robicie i jedziecie do pracy na kilka godzin. Generalnie jestem przeciwna wypuszczaniu kotów samopas, ale teraz o tym teraz nie dyskutujemy, a mrozy są ostre.Trzymajcie psy w domu. Jeśli są tzw.podwórkowe, zadbajcie o ciepłe schronienie dla psiaka - ocielona buda, garaż, szopa, whatewer. Moje psy - przyzwyczajone do różnych warunków pogodowych - czekają na mój powrót w ogrodzie. Jednak ostatnie bardzo mocno mroźne dni zmusiły mnie do ich zamknięcia w domu. Kora ma sraczkę - leczę, ale po powrocie nadal mam w wuj sprzątania. Wolę jednak sprzątać mopem gówno z gresu, niż zwłoki mojego ukochanego psa z zasp łopatą..   Przewartościujcie swoje priorytety, proszę.

Gdy światła gasną...

Czasem wydarza się w życiu takie kombo... Istny zapierdol w pracy, aż chce się wyć... Zwichnięta psia łapa u Kajcisława, która wymaga wzięcia wolnego na żądanie i zapieprzania do weterynarza na cito (a w pracy zapierdol, przypominam)... Odwodnienie u kota Floriana, któremu przez to nie sposób pobrać krwi, a bolące zęby sprawiają, że kot nie je i cierpi w dwojnasób... Człowiek leczy kocią sraczkę, podaje kroplówy i w przerwach zamyka się w kotłowni, żeby wyć w ukryciu z bezsilności... Glut zaistniały w nosie, oczach i paszczy kota mco Kuzco, który jest już powłóczącym nogami dziaduniem (zaczął właśnie 17-ty rok życia, a mainecoony rzadko osiągają ten pułap) i trzeba mu wciskać antybiotyk i co parę godzin z duszą na ramieniu kontrolować funkcje życiowe... I wtedy sprawdza się taki Osobisty, który już doskonale poznał moją instrukcję obsługi. "Ciiii... Słońce, nie płacz. Podałem leki. Wymasowałem łapę. Przemyłem zagilony nos. Florowi dało się pobrać krew, Wyniki podręcznikowe. W przy...