Polskie buraki w natarciu...

Moi rodzice są właścicielami dwóch mieszkań w Gdańsku, które osobiście wybrałam, kupiłam i zajmuję się ich wynajmem w ramach udzielonego mi pełnomocnictwa. Wiele nerwów przedsięwzięcie mnie kosztowało - wynajmowałam rodakom - libacje, skargi sąsiadów, opóźnienia w płatnościach, wszechobecny syf po wyprowadzce...

W końcu zdecydowałam się oba lokale wynająć rodzinom ukraińskim, jeszcze przed inwazją Rosji.
I powiem tak: nigdy wcześniej nie miałam tak cudownych, bezproblemowych najemców - zero skarg, brak syfu, opłaty na czas - bajka. Mieszkają już od kilku lat. 

Wybuchła wojna. Panowie ruszyli do Ukrainy, broniąc ojczyzny. Żony z dziećmi zostały w Polsce. 
I dziś napisał do mnie pan Bohdan, z właściwym sobie taktem: "Czy ma pani chwilkę? Żona by zadzwoniła..."

Dzwoni: "Pani Marto, mam problem. Po długim remoncie, wierceniach, hałasach, do mieszkania pod nami wprowadzili się nowi właściciele. Wszystko im przeszkadza. Córka zatańczy, talerz mi spadnie... Natychmiast pukają w kaloryfery albo nas nachodzą. Zagrozili, że skontaktują się z panią i zgłoszą, że hałasujemy od rana do wieczora... Ale to jest nieprawda..."
Ja: Pani Kateryno, cisza nocna trwa od 22 do 6. Może pani funkcjonować normalnie i nie przejmować się buractwem. Niech dzwonią. Chętnie z nimi porozmawiam."

Mój mąż nie wytrzymał: " I co? I już? Załatwione? Chyba żartujesz! Daj mi telefon. Dzwonię do niej!"

Po chwili: "Pani Kateryno, jutro dzwonię do administracji, żeby zgłosić, że państwa nękają. Mają zainterweniować. I oczekuję relacji z interwencji. Jeśli oleją sprawę, wytoczymy grube działa. Moja żona jest pracownikiem prokuratury, a ja funkcjonariuszem policji. Obiecuję pani, że tak ich wystraszymy, że nawet nie zbliżą się do pani drzwi. Życzę miłego wieczoru."
Ona, cichutko: "Ale może poczekajmy do następnego razu..."
Mój Osobisty: "NIE."
Ona: "Dziękuję..."

 Od razu mój dzień stał się lepszy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyszłam za mąż, zaraz wracam

Nie ma nic gorszego...

Iwa...