Z pamiętnika ogrodnika

 Część drzewek owocowych mi się nie przyjęła. Liczyłam się z taką ewentualnością, niestety. Wywiozłam z marketu ostatnie zdechlaczki, źle przechowywane, z przesuszonymi korzeniami... Próbowałam ratować, dać szansę. Dały radę tylko dwa. A może AŻ dwa. Jabłoń i morela. 

Wczoraj przywiozłam gruszę i dwie śliwy. Zaopiekowane, w donicach. Dziś będziemy je meldować. 
Poluję jeszcze na wiśnię, dwie odmiany czereśni i brzoskwinię.

Kocham sadzić drzewa. 
Kocham patrzeć, jak rosną.  
Kocham obserwować, jak małe sadzoneczki nabierają sił, pną się ku górze, żeby w końcu mnie przerosnąć kilkakrotnie.

Nie rozumiem ludzi, którzy po zakupie działki budowlanej wycinają wszystko w pień. Bo mają WIZJĘ. Moi przyszli dalsi sąsiedzi zaczęli właśnie od tego. Unicestwili piękne kilkudziesięcioletnie drzewa, które absolutnie nie kolidowały z przyszłą budową domu. Bo będą robić nowe nasadzenia. 
I ja tego, krówa, nie kupuję.

Gdy budowałam swój dom, najważniejsze dla mnie były moje brzózki i sosenki. Wkurzałam budowlańców. Do szewskiej pasji doprowadzałam koparkowego, który musiał lawirować po działce ósemkami, BO DRZEWKA. 
Udało się. Mam piękne drzewa. Od tamtej pory posadziłam sporo innych. Mam raj dla oczu i cień w upały.

Nie rozumiem ludzi. Rośliny to żywe organizmy. Czują jak my, cierpią lub odczuwają szczęście. Produkują niezbędny nam do życia tlen. 
Drzewa to życie.
Nie będzie drzew - nie będzie nas.

Komentarze

  1. kobieta zniewolona31 sierpnia 2026 04:13

    jestem podobnego zdania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że jest nas więcej. Jest szansa... :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wyszłam za mąż, zaraz wracam

Nie ma nic gorszego...

Iwa...