Długo, bardzo długo mnie nie było. Wiem. Sporo się w moim życiu wydarzyło od tego czasu i musiałam kompleksowo przearanżować swoje życie. Choć wiele się w nim nie zmieniło. Po raz drugi w życiu powiedziałam TAK, choć zarzekała się żaba błota... Ale przeszło mi jakoś przez usta, choć po długich rozważaniach. Nie usuwałam tego bloga, bo czułam, że jednak chcę tu wrócić. I wróciłam. Nie wiem, czy na dobre, czy tylko na chwilę.
W mojej pracy napatrzyłam się na ludzkie zwłoki, licząc w setkach - świeże w miarę, zmasakrowane powypadkowe, w stanie zaawansowanego rozkładu. Już dawno mnie to nie rusza. Jako osoba obdarzona wyjątkową empatią, jedynie współodczuwam rozpacz rodziny i zawsze trudno mi z nimi rozmawiać. Choć staram się trzymać fason i nie pękać. Jedyne, co mnie łamie, to zwłoki dziecka - aktualnie 10-letni chłopiec, który rozpędzonym rowerkiem wjechał prosto w samochód osobowy... Tragedia ludzka dwóch rodzin - zarówno rodziców dziecka, jak i kierowcy auta, któremu dziecko znienacka wbiło się w pojazd. Przeżywam takie sprawy. Mocno. Twarz tego chłopczyka pozostanie w mojej głowie na zawsze...
Poprzestawiało się trochę w moim psio-kocim towarzystwie. Po śmierci Bakiego, którą odchorowałam okrutnie, musiało minąć kilka miesięcy, zanim dom u mnie znalazł Berg - młody pies w typie labradora, który pierwsze swoje 1,5 roku życia spędził na łańcuchu, głodzony i bity. Został przyprowadzony do lecznicy w celu uśpienia, bowiem dotkliwie pogryzł "opiekuna", rzuciwszy się mu do gardła. Animalsi go uratowali i wyszarpałam go z klatki gminnej w Sandomierzu, nie bacząc na koszty. Pracuję z nim aktualnie i jest coraz lepiej - to młody pies. Kocha mnie bezgranicznie, choć napady agresji miewa - wobec innych psów. Swojego stada nie tyka. Swoje stado lubi. Odeszła też moja Iwa, moja najstarsza kotka mco. Dziś mogę w miarę spokojnie o tym napisać, choć emocje we mnie nadal silne. Nie będę się wgłębiać w historię choroby Iwci -leczyłam u niej ropień, który pojawił się praktycznie z dnia na dzień. Na antybiotyk zareagowała super, ale myślę, że pokonała ją sepsa... Byłyśmy umówione na ...
Bolesna strata.
OdpowiedzUsuńNie mogę się pozbierać...
Usuń