Poprzestawiało się trochę w moim psio-kocim towarzystwie. Po śmierci Bakiego, którą odchorowałam okrutnie, musiało minąć kilka miesięcy, zanim dom u mnie znalazł Berg - młody pies w typie labradora, który pierwsze swoje 1,5 roku życia spędził na łańcuchu, głodzony i bity. Został przyprowadzony do lecznicy w celu uśpienia, bowiem dotkliwie pogryzł "opiekuna", rzuciwszy się mu do gardła. Animalsi go uratowali i wyszarpałam go z klatki gminnej w Sandomierzu, nie bacząc na koszty. Pracuję z nim aktualnie i jest coraz lepiej - to młody pies. Kocha mnie bezgranicznie, choć napady agresji miewa - wobec innych psów. Swojego stada nie tyka. Swoje stado lubi. Odeszła też moja Iwa, moja najstarsza kotka mco. Dziś mogę w miarę spokojnie o tym napisać, choć emocje we mnie nadal silne. Nie będę się wgłębiać w historię choroby Iwci -leczyłam u niej ropień, który pojawił się praktycznie z dnia na dzień. Na antybiotyk zareagowała super, ale myślę, że pokonała ją sepsa... Byłyśmy umówione na ...
Gratuluję, może i ja się poduczę i przestaną różni tacy ładować mnie w trąbę.
OdpowiedzUsuńNie chowaj tej wiertarki za głęboko. Może u nas trzeba będzie coś skręcić .... :D :D :D
OdpowiedzUsuńJuż widzę na ścianach pełno półeczek i innych atrakcji dla kotów, z własną wiertarką nie ma co się ograniczać ;)
OdpowiedzUsuńWkrętarka wkręca...
OdpowiedzUsuńA tak na serio, jeden z lepszych wynalazków.
Podziwiam i zazdraszczam. ja z narzedzi mam tylko ulamany nozyk kuchenny, tez juz sie przydal nieraz...
OdpowiedzUsuń