Poprzestawiało się trochę w moim psio-kocim towarzystwie. Po śmierci Bakiego, którą odchorowałam okrutnie, musiało minąć kilka miesięcy, zanim dom u mnie znalazł Berg - młody pies w typie labradora, który pierwsze swoje 1,5 roku życia spędził na łańcuchu, głodzony i bity. Został przyprowadzony do lecznicy w celu uśpienia, bowiem dotkliwie pogryzł "opiekuna", rzuciwszy się mu do gardła. Animalsi go uratowali i wyszarpałam go z klatki gminnej w Sandomierzu, nie bacząc na koszty. Pracuję z nim aktualnie i jest coraz lepiej - to młody pies. Kocha mnie bezgranicznie, choć napady agresji miewa - wobec innych psów. Swojego stada nie tyka. Swoje stado lubi. Odeszła też moja Iwa, moja najstarsza kotka mco. Dziś mogę w miarę spokojnie o tym napisać, choć emocje we mnie nadal silne. Nie będę się wgłębiać w historię choroby Iwci -leczyłam u niej ropień, który pojawił się praktycznie z dnia na dzień. Na antybiotyk zareagowała super, ale myślę, że pokonała ją sepsa... Byłyśmy umówione na ...
Na zawsze czy tylko do końca terapii?
OdpowiedzUsuńP.S. skoro napisałaś "pierwsza wizyta", to pewnie są w planie kolejne -a to w moim rozumieniu jest terapią ...
Jasne. To moge potwierdzic bez psychologa. Pozar, powodz, trzesienie ziemi czy erupcja wulkanu przekazane rodzicielce wzrastaja co najmniej do kwadratu. I nie dosc, ze sama musisz walczyc z silami natury to potem musisz jeszcze walczyc z nadcisnieniem rodzicielki...
OdpowiedzUsuńSorry, jak zwykle zapomnialam sie przedstawic: Marzena. Jestem za stara i za glupia, zeby sie w tym blogu zalogowac.
UsuńPsychologowi trzeba zaufać... ja pamiętam swoją terapię, nie było łatwo ale efekty były tego warte. Zwłaszcza, że miałam bezgraniczne zaufanie do mojej Pani psycholog. Udało mi się ją znaleźć w Psychomedic w Warszawie, najlepsze miejsce jeśli potrzebujecie wsparcia psychologa czy psychiatry.
OdpowiedzUsuń