Poprzestawiało się trochę w moim psio-kocim towarzystwie. Po śmierci Bakiego, którą odchorowałam okrutnie, musiało minąć kilka miesięcy, zanim dom u mnie znalazł Berg - młody pies w typie labradora, który pierwsze swoje 1,5 roku życia spędził na łańcuchu, głodzony i bity. Został przyprowadzony do lecznicy w celu uśpienia, bowiem dotkliwie pogryzł "opiekuna", rzuciwszy się mu do gardła. Animalsi go uratowali i wyszarpałam go z klatki gminnej w Sandomierzu, nie bacząc na koszty. Pracuję z nim aktualnie i jest coraz lepiej - to młody pies. Kocha mnie bezgranicznie, choć napady agresji miewa - wobec innych psów. Swojego stada nie tyka. Swoje stado lubi. Odeszła też moja Iwa, moja najstarsza kotka mco. Dziś mogę w miarę spokojnie o tym napisać, choć emocje we mnie nadal silne. Nie będę się wgłębiać w historię choroby Iwci -leczyłam u niej ropień, który pojawił się praktycznie z dnia na dzień. Na antybiotyk zareagowała super, ale myślę, że pokonała ją sepsa... Byłyśmy umówione na ...
:(( tak mi przykro ...
OdpowiedzUsuń:(
OdpowiedzUsuńOjej :-(((
OdpowiedzUsuńPrzytulam...
Wspolczuje serdecznie;(
OdpowiedzUsuńZagladalam tu i myslalam, co u Ciebie i kociej bandy...
Tessa
Bardzo współczuję.:( Żegnaj koteczku.
OdpowiedzUsuńNie wiem, kto ten swiat urzadzil ale na pewno urzadzil go zle. Najblizsi i najlepsi przyjaciele musza odejsc wczesniej. Dlaczego nasze domowce (nie mysle tu o zatuczonych psach i kociambrach, ktore nie maja wlasnego zycia a sluza tylko dobremu nastrojowi panciostwa) nie moga, jak inne ssaki zyc co najmniej po 30 lat?!
OdpowiedzUsuńMarta, rozumiem Twoj bol i rozzalenie, zrobilas na pewno co mozesz, zeby Rudiemu pomagac.
Mocno Cie ukochuje
Marzena