Cały kwiecień nie pisałam...
...albowiem walczyłam ze swoim zdrowiem.
Zarzewie było niewinne - podwyższone ciśnienie. Ale moja koleżanka z pracy zasiała panikę, że to nie przelewki, że to poważne, że grozi mi udar i inne takie. No to się przełamałam i poszłam do lekarza. I się zaczęło...
Poza nadciśnieniem dogrzebano się u mnie arytmi, anemii oraz wysokiego poziomu cukru. Zatem przeszłam na dietę - słodyczy nie żrę całkowicie odstawiłam: pieczywo, ziemniaki, makarony, kasze i... schudłam 10 kilogramów w przeciągu trzech tygodni.
Aktualnie biorę leki na nadciśnienie, na unormowanie nieprawidłowej pracy serca, suplementy na wzmocnienie wątroby, magnez z potasem, witaminę D, witaminę C oraz kwas foliowy. Czuję się, jak tablica Mendelejewa.
Większość tych skoków ciśnienia powoduje mój małżonek, którego kocham bardzo, ale potrafi sprawić jak nikt, że krew w żyłach żwawiej krąży... Ale o tym w następnym odcinku.
Jeśli ktoś mnie tu czasem podczytuje, proszę uprzejmie o włączenie kciuków, gdyż nie jest to mój najlepszy etap w żyćku. Z góry dziękować.
Trzymam.
OdpowiedzUsuń10 kg ? Zazdroszczę
Miałam boczki tu i ówdzie, więc się prosiło ;)
UsuńGłupie rzeczy dzieją się z tym naszym zdrowiem...Ja po rzuceniu palenia doczekałam się gwałtownego pogorszenia wzroku, bólu stawów oraz refluksu, no i oczywiście utyłam 8 kg.
OdpowiedzUsuńKciuki oczywiście trzymam, ale zazdrość o te 10 kg w plecy mnie chwyciła, niestety przy absolutnym braku gotowości do odstawiania czegokolwiek, a już szczególnie słodyczy.
Pozdrowionka dla menażerii i dla męża też.
Dla mnie słodycze mogą nie istnieć. Ot, taki dar od organizmu.
UsuńPozdrawiam serdecznie :)
Trzymam! Podziwiam , z jakim impetem zabrałaś się za wprowadzanie zmian.
OdpowiedzUsuń