Droga Tuniax, bardzo proszę, nie trać sił i nie popadaj w zwątpienie tam, gdzie natura dołująco się wtrąca; nic na to nie poradzimy, możemy tylko się posmucić, żeby ci, co odchodzą, nie odchodzili bez echa. Świat na trochę się zawala, a potem musi wracać do formy, bo coś się od nas należy tym, co, pozostali, no i nam samym coś należy się też. Czytam twojego bloga, oglądam twoją rodzinkę na Garnku, nie odzywam się nie komentuję, bo już tak mam, nigdy nic na żadnych forach społecznościowych. Ale wiedz, że zawsze bardzo ci kibicuję, podziwiam z daleka i życzę szczęścia.
Długo, bardzo długo mnie nie było. Wiem. Sporo się w moim życiu wydarzyło od tego czasu i musiałam kompleksowo przearanżować swoje życie. Choć wiele się w nim nie zmieniło. Po raz drugi w życiu powiedziałam TAK, choć zarzekała się żaba błota... Ale przeszło mi jakoś przez usta, choć po długich rozważaniach. Nie usuwałam tego bloga, bo czułam, że jednak chcę tu wrócić. I wróciłam. Nie wiem, czy na dobre, czy tylko na chwilę.
W mojej pracy napatrzyłam się na ludzkie zwłoki, licząc w setkach - świeże w miarę, zmasakrowane powypadkowe, w stanie zaawansowanego rozkładu. Już dawno mnie to nie rusza. Jako osoba obdarzona wyjątkową empatią, jedynie współodczuwam rozpacz rodziny i zawsze trudno mi z nimi rozmawiać. Choć staram się trzymać fason i nie pękać. Jedyne, co mnie łamie, to zwłoki dziecka - aktualnie 10-letni chłopiec, który rozpędzonym rowerkiem wjechał prosto w samochód osobowy... Tragedia ludzka dwóch rodzin - zarówno rodziców dziecka, jak i kierowcy auta, któremu dziecko znienacka wbiło się w pojazd. Przeżywam takie sprawy. Mocno. Twarz tego chłopczyka pozostanie w mojej głowie na zawsze...
Poprzestawiało się trochę w moim psio-kocim towarzystwie. Po śmierci Bakiego, którą odchorowałam okrutnie, musiało minąć kilka miesięcy, zanim dom u mnie znalazł Berg - młody pies w typie labradora, który pierwsze swoje 1,5 roku życia spędził na łańcuchu, głodzony i bity. Został przyprowadzony do lecznicy w celu uśpienia, bowiem dotkliwie pogryzł "opiekuna", rzuciwszy się mu do gardła. Animalsi go uratowali i wyszarpałam go z klatki gminnej w Sandomierzu, nie bacząc na koszty. Pracuję z nim aktualnie i jest coraz lepiej - to młody pies. Kocha mnie bezgranicznie, choć napady agresji miewa - wobec innych psów. Swojego stada nie tyka. Swoje stado lubi. Odeszła też moja Iwa, moja najstarsza kotka mco. Dziś mogę w miarę spokojnie o tym napisać, choć emocje we mnie nadal silne. Nie będę się wgłębiać w historię choroby Iwci -leczyłam u niej ropień, który pojawił się praktycznie z dnia na dzień. Na antybiotyk zareagowała super, ale myślę, że pokonała ją sepsa... Byłyśmy umówione na ...
Wspolczuje bardzo…
OdpowiedzUsuńTessa
Droga Tuniax, bardzo proszę, nie trać sił i nie popadaj w zwątpienie tam, gdzie natura dołująco się wtrąca; nic na to nie poradzimy, możemy tylko się posmucić, żeby ci, co odchodzą, nie odchodzili bez echa. Świat na trochę się zawala, a potem musi wracać do formy, bo coś się od nas należy tym, co, pozostali, no i nam samym coś należy się też. Czytam twojego bloga, oglądam twoją rodzinkę na Garnku, nie odzywam się nie komentuję, bo już tak mam, nigdy nic na żadnych forach społecznościowych. Ale wiedz, że zawsze bardzo ci kibicuję, podziwiam z daleka i życzę szczęścia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, taka jedna stara.