Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Choroba w końcu mnie pokonała...

 ... i poszłam na L4. Każdy, kto mnie zna, wie, że jeśli już zabieram tyłek do lekarza, to musi być bardzo źle. I było. Organizm był już tak słaby, że straciłam głos, a od ataków kaszlu zaczęły mi pękać naczynka na całym ciele. Wyglądałam, jakbym się przewróciła na kij bejsbolowy, tak jakoś z piętnaście razy... Dostałam silny antybiotyk. Głos odzyskałam po dwóch dniach, o czym radośnie zakomunikowałam Osobistemu. W odpowiedzi usłyszałam urocze: "Już?... Tak szybko?..." Kiedyś go zabiję. Przysięgam. 

Romek. Największa kocia pierdółka z trojaczków RRR

Dziś zrobiliśmy cytologię i posiew pod kątem sporofitów, bo poza niegojącym się stanem zapalnym podejrzewałam zmianę grzybiczą. Potwierdziło się. I otrzymałam kolejny w życiu komplement od lekarza: - Ma pani wiedzę w dziedzinie medycyny weterynaryjnej? - Mam. Zrobiłam technika. - Pani ma doskonałą intuicję. Byłaby pani świetnym lekarzem. - Za późno. Nie zmienia to faktu, że edukacja medyczna, którą zdobyłam - w teorii i praktyce - i tak bardzo procentuje.

Mamy w robocie epidemię

Zarażamy się wzajemnie od siebie. Jedno zdrowieje, drugie łapie. I tak w kółko. Od miesiąca. Zdążyłam wyzdrowieć i właśnie znowu zachorowałam. Weszłam w drugą turę.  Chyba se umrę. 

Polskie buraki w natarciu...

Moi rodzice są właścicielami dwóch mieszkań w Gdańsku, które osobiście wybrałam, kupiłam i zajmuję się ich wynajmem w ramach udzielonego mi pełnomocnictwa. Wiele nerwów przedsięwzięcie mnie kosztowało - wynajmowałam rodakom - libacje, skargi sąsiadów, opóźnienia w płatnościach, wszechobecny syf po wyprowadzce... W końcu zdecydowałam się oba lokale wynająć rodzinom ukraińskim, jeszcze przed inwazją Rosji. I powiem tak: nigdy wcześniej nie miałam tak cudownych, bezproblemowych najemców - zero skarg, brak syfu, opłaty na czas - bajka. Mieszkają już od kilku lat.  Wybuchła wojna. Panowie ruszyli do Ukrainy, broniąc ojczyzny. Żony z dziećmi zostały w Polsce.  I dziś napisał do mnie pan Bohdan, z właściwym sobie taktem: "Czy ma pani chwilkę? Żona by zadzwoniła..." Dzwoni: "Pani Marto, mam problem. Po długim remoncie, wierceniach, hałasach, do mieszkania pod nami wprowadzili się nowi właściciele. Wszystko im przeszkadza. Córka zatańczy, talerz mi spadnie... Natychmiast pukają w...