Posty

Współpraca w związku...

 Gdy nasza gwiazda wioskowa znowu postanowiła zaistnieć, niejaki pan Z,. wyłaniając się o piątej rano w celu drażnienia naszych psów... (Miałam przerwę w pisaniu. zatem sprawa pana Z, nie została opisana. Owe niedopatrzenie nadrobię. bo jest o czym. ;) ) Osobisty: "Nie no, żarty się skończyły. Idę mu wp...lić." Ja: "Nie! Przestań! Zabijesz go! Ja mu wp...lę, dobra? W razie, gdyby próbował mi oddać, ewentualnie wkroczysz do akcji, dobra?" Osobisty, po krótkim namyśle: "Dobra. Ale daj z siebie wszystko. Nie oszczędzaj laczka."

Bowiem mrozy...

Chwilowo nie wpuszczajcie kotów, jeśli to robicie i jedziecie do pracy na kilka godzin. Generalnie jestem przeciwna wypuszczaniu kotów samopas, ale teraz o tym teraz nie dyskutujemy, a mrozy są ostre.Trzymajcie psy w domu. Jeśli są tzw.podwórkowe, zadbajcie o ciepłe schronienie dla psiaka - ocielona buda, garaż, szopa, whatewer. Moje psy - przyzwyczajone do różnych warunków pogodowych - czekają na mój powrót w ogrodzie. Jednak ostatnie bardzo mocno mroźne dni zmusiły mnie do ich zamknięcia w domu. Kora ma sraczkę - leczę, ale po powrocie nadal mam w wuj sprzątania. Wolę jednak sprzątać mopem gówno z gresu, niż zwłoki mojego ukochanego psa z zasp łopatą..   Przewartościujcie swoje priorytety, proszę.

Gdy światła gasną...

Czasem wydarza się w życiu takie kombo... Istny zapierdol w pracy, aż chce się wyć... Zwichnięta psia łapa u Kajcisława, która wymaga wzięcia wolnego na żądanie i zapieprzania do weterynarza na cito (a w pracy zapierdol, przypominam)... Odwodnienie u kota Floriana, któremu przez to nie sposób pobrać krwi, a bolące zęby sprawiają, że kot nie je i cierpi w dwojnasób... Człowiek leczy kocią sraczkę, podaje kroplówy i w przerwach zamyka się w kotłowni, żeby wyć w ukryciu z bezsilności... Glut zaistniały w nosie, oczach i paszczy kota mco Kuzco, który jest już powłóczącym nogami dziaduniem (zaczął właśnie 17-ty rok życia, a mainecoony rzadko osiągają ten pułap) i trzeba mu wciskać antybiotyk i co parę godzin z duszą na ramieniu kontrolować funkcje życiowe... I wtedy sprawdza się taki Osobisty, który już doskonale poznał moją instrukcję obsługi. "Ciiii... Słońce, nie płacz. Podałem leki. Wymasowałem łapę. Przemyłem zagilony nos. Florowi dało się pobrać krew, Wyniki podręcznikowe. W przy...

Ciumkaj loczki...

Aby Florian raczył zakąsić, należy go przystawić do miski z karmą, niczym dziecię do cyca. Osobisty manewr ów wykonał całkiem zręcznie, celując kocią paszczą centralnie w środek michy i rzucając czule: - No chłopaku, ciumkaj loczki. - Że co? - No tak się mówi.  - Gdzie??? - Na Podhalu. Czy na sali jest jakiś człowiek z polskich gór i mógłby mi wyjaśnić, what's the fuck?... 

Mężczyzna, gdy mówi, że zrobi, to zrobi...

 ... i nie trzeba mu powtarzać co pół roku. No naprawdę. Wczoraj psy wygięły panel ogrodowy i spierniczyły z posesji. Właściwie to nie psy, a pies - Berg - a reszta za nim poszła, jak to stado mułów.  Sąsiadka zadzwoniła, że wpuściła je z powrotem, ale gdzieś jest dziura w ogrodzeniu, zaraz znowu dadzą dyla, a ona zaraz jedzie do pracy.  No to wsiadłam w samochód, zajechałam, ogarnęłam dziurę prowizorycznie i powiedziałam Osobistemu, że mógłby jednak to ogarnąć bardziej fachowo... - Ogarnę, słońce, ogarnę. W sobotę się zrobi... Ok. Dziś telefon od drugiej sąsiadki: - Twoje psy są poza posesją. Niesamowicie zadowolone z siebie. Suki dały się zapędzić z powrotem. Psy mają mnie w dupie. - Błagam, poczekaj tam 15 minut, nadciągam. (Tylko dlatego, że ja mam z roboty do domu 10 minut z ponaddźwiękową, a Osobisty jakieś 1,5 godziny w korku.) Zgarnęłam całą czwórkę wszarzy do domu, zamknęłam drzwi i napisałam do Osobistego:  "Psy znowu zwiały. Zamknęłam je w domu. Po powroci...

Urlop ma żądanie

 Wzięłam na Flora.  Dziękuję za ciepłe myśli i dobrą energię. Pomogło. Po całym dniu wciskania jedzenia na siłę, wymiotów i chowania się Flora po kątach myślałam, że to już... Gdy w nocy przyszedł do łóżka, wiedziałam, że kryzys minął. A gdy rano wydarł paszczę na pół dzielni, żądając paszy, wiedziałam, że jest dobrze. Niestety, jest tak odwodniony, że nie udało się pobrać mu krwi. Jutro ponowna próba, a póki co muszę w niego pompować wodę, ile wlezie. Zdaję sobie sprawę, ile Florian ma lat. Wiem, że dziewięciu żyć nie posiada. Prędzej czy później nadejdzie moment pożegnania. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie dziś.  Jeszcze raz Wam ogromnie dziękuję za wsparcie. Na stres reaguję chorobą.  Mam galopujące zapalenie pęcherza. Krew tryska, boli jak cholera, ale jutro do roboty... - Słońce, weź wolne. Idź do lekarza. - Nie mogę. Mam zawalone biurko. Nikt za mnie tej kaszany nie przewali. Wiesz, jak jest... - Ze względu na Florka wzięłaś jakoś... - Bo Florek to obligo! Mó...