Posty

Choroba w końcu mnie pokonała...

 ... i poszłam na L4. Każdy, kto mnie zna, wie, że jeśli już zabieram tyłek do lekarza, to musi być bardzo źle. I było. Organizm był już tak słaby, że straciłam głos, a od ataków kaszlu zaczęły mi pękać naczynka na całym ciele. Wyglądałam, jakbym się przewróciła na kij bejsbolowy, tak jakoś z piętnaście razy... Dostałam silny antybiotyk. Głos odzyskałam po dwóch dniach, o czym radośnie zakomunikowałam Osobistemu. W odpowiedzi usłyszałam urocze: "Już?... Tak szybko?..." Kiedyś go zabiję. Przysięgam. 

Romek. Największa kocia pierdółka z trojaczków RRR

Dziś zrobiliśmy cytologię i posiew pod kątem sporofitów, bo poza niegojącym się stanem zapalnym podejrzewałam zmianę grzybiczą. Potwierdziło się. I otrzymałam kolejny w życiu komplement od lekarza: - Ma pani wiedzę w dziedzinie medycyny weterynaryjnej? - Mam. Zrobiłam technika. - Pani ma doskonałą intuicję. Byłaby pani świetnym lekarzem. - Za późno. Nie zmienia to faktu, że edukacja medyczna, którą zdobyłam - w teorii i praktyce - i tak bardzo procentuje.

Mamy w robocie epidemię

Zarażamy się wzajemnie od siebie. Jedno zdrowieje, drugie łapie. I tak w kółko. Od miesiąca. Zdążyłam wyzdrowieć i właśnie znowu zachorowałam. Weszłam w drugą turę.  Chyba se umrę. 

Polskie buraki w natarciu...

Moi rodzice są właścicielami dwóch mieszkań w Gdańsku, które osobiście wybrałam, kupiłam i zajmuję się ich wynajmem w ramach udzielonego mi pełnomocnictwa. Wiele nerwów przedsięwzięcie mnie kosztowało - wynajmowałam rodakom - libacje, skargi sąsiadów, opóźnienia w płatnościach, wszechobecny syf po wyprowadzce... W końcu zdecydowałam się oba lokale wynająć rodzinom ukraińskim, jeszcze przed inwazją Rosji. I powiem tak: nigdy wcześniej nie miałam tak cudownych, bezproblemowych najemców - zero skarg, brak syfu, opłaty na czas - bajka. Mieszkają już od kilku lat.  Wybuchła wojna. Panowie ruszyli do Ukrainy, broniąc ojczyzny. Żony z dziećmi zostały w Polsce.  I dziś napisał do mnie pan Bohdan, z właściwym sobie taktem: "Czy ma pani chwilkę? Żona by zadzwoniła..." Dzwoni: "Pani Marto, mam problem. Po długim remoncie, wierceniach, hałasach, do mieszkania pod nami wprowadzili się nowi właściciele. Wszystko im przeszkadza. Córka zatańczy, talerz mi spadnie... Natychmiast pukają w...

Mój czarny anioł...

Piękny ciałem i duchem.  Najlepszy przyjaciel. Najczulsza niania dla młodszych i słabszych w stadku. Niestety, nie miał w sobie tyle siły i determinacji, co ja, żeby jeszcze trochę powalczyć... Gdy przed laty pojechałam po niego , miał zaledwie parę miesięcy... Oraz zestaw wszelkich dolegliwości i schorzeń, jakie kot mógł mieć.  Był wyłysiały, koszmarnie wychudzony, cały w bliznach i ranach - pobity przez dominujące kocury... Miał stan zapalny uszu, przełyku i skóry. I śmierdział ropą, jak murzyńska chata.  Podjechałam wtedy do pierwszej z brzegu lecznicy, żeby oceniono, czy przeżyje taką podróż, i ewentualnie wzmocniono farmakologicznie.  "Pan doktor" burknął tylko: "Z CZYM mi tu Pani przychodzi? Tutaj tylko eutanazja!" Wychodząc z gabinetu, tak jebłam drzwiami, że mało nie wyleciały z futryną. (Wymskły mi się.) Kuzco podróż przeżył.  Leczyłam go pół roku. Towarzyszył mi 17 lat. Patrzył we mnie jak w obraz. Wyniańczył mi każde kocię, jakie pojawiło się w domu. ...

Kiedy jest za długo cisza w eterze...

 ... można się spodziewać, że zło pierdolnie znienacka. Cały dzisiejszy dzień spędziłam w samochodzie i w lecznicach, na przemian. Z Kuzco.  Cały dzień w pieprzonej maseczce, szlag by to trafił. Dziesiątki razy zobaczyłam lekarskie oczy wielkości młyńskich kół i usłyszałam pytanie: "Powiedziała pani, że ile ten mainecoon ma lat...?" Kuzco. Kot niezniszczalny. Z końskim zdrowiem. Do dziś... Dziś przywitał mnie z niedowładem tylnych łap...  Od rana galop: - lecznica nr 1, Dzierżążno - diagnostyka, leki przeciwbólowe, usg... Potrzebna konsultacja kardiologiczna w celu wykluczenia zatoru... - lecznica nr 2, Kartuzy - kardiolog (miałam fart w sobotę)... Zator wykluczony, za to namierzony guz przy śledzionie i obecność płynu w klatce piersiowej... lecznica nr 1, Dzierżążno - założenie wenflonu po kilkudziesięciu wręcz próbach (kot odwodniony i zapadnięte żyły)... Konieczna stabilizacja w szpitalu... (Nigdzie nie można się było dodzwonić, więc jechałam w ciemno.) - lecznica nr 3...

Mam covid

Szczepiłam się milion razy. Mam. Kur...